Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcjoner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcjoner. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2016

Poszukiwanie skarbów pod Halą Targową w Krakowie

Towarzyszący poszukiwaniu skarbów dreszczyk podniecenia sprawia, że na targi staroci wybieram się chętnie, a wczesna pobudka nie stanowi problemu w myśl zasady: kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Niedziela jest wręcz wyczekiwana od poniedziałku. Specyfika targu polega na tym, że nigdy nie wiesz co uda się w tym tygodniu znaleźć... i im bardziej niepowtarzalne rzeczy szukamy, tym  silniejszy wewnętrzny przymus odwiedzania tego miejsca. A nuż coś interesującego nas ominie?

Szybkim i pewnym krokiem zbliżałem się do Hali Targowej w Krakowie. Głosy kupców stawały się donośniejsze, wciąż jednak stoiska były poza zasięgiem mojego wzroku. Ale nie byłem już sam, kilka osób dołączyło do mnie i bez słowa szliśmy ku wspólnemu celowi wypadu. Wkrótce pierwsze kramiki ze starociami pojawiły się na horyzoncie. Ludzie, widać było, byli w swoim żywiole, jedni gorączkowo biegli do swoich ulubionych kupców i zachłannie połykali oczami przedmioty wystawione na ich stołach i ceratach, inni zaś w skupieniu i metodycznie skanowali wzrokiem dostępne towary idąc tam i sam.


Najlepszą porą roku na zakupy jest wiosna i wczesne lato. Wraz z ociepleniem pojawiają się nowi sprzedawcy, jest też większa różnorodność, ponadto pojawiają się w sprzedaży cebulki kwiatów, bób czy truskawki. Pierwsi śmiałkowie pojawiają się tuż po godzinie 5:00 nad ranem. Pusty plac pod halą targową przeistacza się w plac manewrowy. Następuje rozładunek samochodów i już po kilkudziesięciu minutach pierwsze stoiska wypełnione są po brzegi przywiezionym towarem. Na większości panuje nieład, nierzadko wielowarstwowy, który jest pokłosiem potrzeby ograniczenia zajmowanego, bo odpłatnego, miejsca. 

Wschodzące coraz wyżej słońce powoli zmieniało oblicze ziemi. Rzeczy zyskiwały na wyrazistości, a ludzie zarówno kupujący, jak i sprzedający stawali się radośniejsi. To miejsce w pewien szczególny sposób jednoczyło, zasypywało podziały polityczne, a światopogląd przestawał odgrywać jakąkolwiek rolę. Dominował spajający wszystko handel. Powietrze wypełniały głosy negocjacji, pytań i odpowiedzi, a także rozmów o sprawach ważkich i nijakich. Różne były tu osobowości i temperamenty. Mieszały się języki i akcenty. Dominowali Polacy i Żydzi, ale było też sporo Ukraińców, trochę Czechów i turystów próbujących się dogadać ze sprzedającymi w języku niemieckim czy angielskim. Czasem pośredniczę w tych wielojęzycznych potyczkach, gdy słyszę, że bariera językowa nadto utrudnia porozumienie. W zamian można otrzymać różnie okazywaną wdzięczność – tradycyjne podziękowanie lub uśmiech, i to też było najczęstsze.


Tłum gęstniał, zapach tytoniu, ludzkich ciał dawał się coraz bardziej we znaki. Gwar opanował targ, wymiana zdań była coraz bardziej utrudniona, choć myśli wciąż napływały ostre i czytelne. W powietrzu czuć było rosnący duch rywalizacji. Przestrzeni ubywało. Przewagę odzyskiwali sprzedający, wstępowała w nich nadzieja i w negocjacjach byli mniej ustępliwi. Liczyli na wyższe ceny, póki napływ potencjalnych nabywców ich dóbr narastał. Gdy cena mnie nie satysfakcjonuje, pozwalam sprzedającemu przemyśleć sprawę i wracam do niego po godzinie czy dwóch. Pal licho, jeśli przedmiot został w międzyczasie sprzedany – godzę się bowiem na takie ryzyko. Jeśli jednak wciąż się poniewiera, to szansa na dobicie targu wyraźnie rośnie. Zasadniczo, im większy, cięższy i delikatniejszy przedmiot tym chętniej sprzedawca gotów jest się go pozbyć, ponieważ odpada wówczas ryzyko uszkodzenia i wymagająca logistyka. Czasami jednak sam daję za wygraną i wracam po przedmiot pogodzony z koniecznością zapłaty wyższej niż pierwotnie planowanej ceny.


Przed godziną 8:00 ostatnie nieliczne już wolne miejsca na targu zapełniały się maruderami. Sprzedawcy, którzy nie posiadali rezerwacji coraz liczniej okupowali przylegające do targu chodniki. To tam też najczęściej można spotkać Straż Miejską, która poucza i od czasu do czasu wystawia mandaty sprzedającym, którzy rozłożą swoje niewielkie kramiki w miejscu do tego nieprzeznaczonym.

Ukrop lał się z nieba, jednak dla młodego organizmu nie robiło to najmniejszego wrażenia. Kątem oka dostrzegałem leniwie płynące chmury a w oddali większe chmury z deszczowym potencjałem. Zauważył je również jeden z handlarzy, który ze spokojem oznajmił "przychodzi deszcz, wszystko zalewa i przechodzi". Oby jednak nie padało. Bo to właśnie deszcz przy otwartych na chmury stoiskach prowadzi do chaotycznego okrywania dobytku przez sprzedających. Jeśli deszcz wydaje się być przelotny lub ma charakter kapuśniaczka wówczas jest nadzieja, że wszystko wróci do normy. Jeśli nie, to humory wszystkich ulegają rychłemu pogorszeniu, handel zamiera i targ powoli się wyludnia. Co prawda pozostaje jeszcze niewielka część zadaszonej części targu, jednak tam staroci jest jak na lekarstwo – dominują stoiska z czasopismami, książkami, zabawkami i innymi drobnymi rzeczami.


Kolejna godzina spędzona na targu coraz dobitniej przypominała chaotyczną wędrówkę a wręcz błądzenie. Według planu wszystkie stoiska zostały już odwiedzone, jednak z tyłu głowy pojawia się uporczywa i nękająca myśl, że coś pominąłem, nie dostrzegłem. Bez świadomości tego, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy, łowów nie mógłbym określić za w pełni udane. Choć w takich miejscach wydaje się to nieuniknione, ponieważ powierzchnia handlowa kosztuje, co powoduje, że wiele stoisk jest zbita, przedmioty nawarstwiają się, przez co źle wyeksponowane utrudniają wizualną penetrację kupującym.

Nieraz już wracałem do domu z pustymi rękoma. I choć sama wędrówka jest wynagradzająca, to człowiek odczuwa niedosyt. Tego dnia nie udało mi się odkryć skarbu, którym można byłoby się pochwalić. Z doświadczenia wiem jednak, że cierpliwość jest największą cnotą kolekcjonera i prędzej czy później zawsze udaje się nabyć coś niezwykłego oraz historycznie i zabytkowo wartościowego. Dziś najwyraźniej los uśmiechnął się do kogoś innego – opuszczając targ usłyszałem zdanie wypowiedziane przez jednego z handlarzy. Oznajmił mniej lub bardziej żartobliwie, iż "strzyżenie krakowskich baranów uważa za udane"...

środa, 5 listopada 2014

Wywiad: Joanna Chyła i jej kolekcja solniczek

Chciałbym się z Wami podzielić moim najnowszym odkryciem, a mianowicie sylwetką oraz kolekcją Pani Joanny Chyły z Sopotu. Kolekcja Pani Joanny liczy obecnie ponad 2600 sztuk solniczek pochodzących z kilkudziesięciu różnych krajów. Solniczki stare i nowe wykonane z porcelany, porcelitu, szkła, plastiku, drewna i metalu. Kolekcja pięknie wyeksponowana, tematycznie uporządkowana, dostępna dla ciekawych jest efektem niemal 35 lat zbierania.

Poniżej krótki wywiad z Panią Joanną. Dziękuję za poświęcony czas i ciekawą historię Pani Joanno!

—  Kiedy i jak zrodziła się w Pani pasja kolekcjonowania solniczek? Czy pamięta Pani swoją pierwszą solniczkę w kolekcji?
— Moja kolekcja miała początek w 1980 roku, dokładnie w sierpniu, jak powstała Solidarność. Opowiem jak było, poszłam na spacer z przyjaciółką, przechodziłyśmy koło kiosku ruchu, do którego następnie weszłyśmy. Na półce stały figurki i świnki. Pytam Pani co to jest. Pada  odpowiedź – solniczki. Był to chłop i kobitka, no i świnka. Od tego się zaczęło a chłop i kobitka otrzymali imiona - Adam i Ewa. Wyglądali jak pierwotni ludzie, z listkiem na intymnych miejscach. Wówczas nie było żadnych solniczek, a te wyjątkowo mi się spodobały. Były po prostu inne, ciekawe. Potem gdzieś pojechałam na wakacje, następne kupiłam w Cepelii w Kazimierzu Dolnym. Przywiozłam je do domu i tak było już ich kilka. Rodzina podpatrzyła rosnącą kolekcję i również przywiozła kilka egzemplarzy jeżdżąc po Polsce. Jak było ich coraz więcej, to zaczęłam chodzić na rynek w Sopocie i kupowałam, a pasja to taka, że jak zobaczyłam jakąś figurkę, kaczkę zwierzaka i tak dalej, to tylko sprawdzałam czy ma dziurki i koreczek. Chodziłam na ten rynek w każdy dzień targowy; nazwali mnie solniczką.

Solniczki pochodzą nie tylko z rynku, bowiem gdziekolwiek wyjeżdżałam, to zawsze przywoziłam ze sobą solniczki. Był czas, że jeździłam do Niemiec wtedy RFN. Tam również chodziłam na tzw. flohmarkty i kupowałam solniczki. Bardzo się cieszyłam, że kolekcja się powiększa; uwielbiałam je oglądać zanim wróciłam do domu. W domu zaś mąż musiał się nagłowić w jaki sposób te solniczki wyeksponować.

Nie tylko ja kupowałam solniczki. Robiła to cała rodzina, znajomi, znajomi dzieci. Jak tylko ktoś się dowiedział, że je zbieram to starał się mi coś kupić, przywieźć z podróży. Do mojej kolekcji przyczyniło się bardzo wiele osób.


—  Jakie solniczki z Pani zbioru są dla Pani szczególnie ważne?
—  Solniczki dla mnie szczególnie ważne oznaczone są na mojej stronie [http://www.solniczki.pl] symbolem "naj" i jest ich około stu. Solniczki są przeważnie porcelanowe, wykonane z kamionki i porcelitu. Są też szklane, drewniane, stalowe, platerowe i srebrne. Jest też trochę starych, ale na tym się nie znam, jakie mają pochodzenie i czy są wartościowe.

—  Czy poza solniczkami coś jeszcze Pani kolekcjonowała/kolekcjonuje?
— Nic innego poza solniczkami nie kolekcjonuję; nie starczyłoby miejsca na coś jeszcze, a i tak nie mam już miejsca na nowe solniczki.

—  Jak Pani bliscy odnoszą się do Pani kolekcji solniczek? Jak zmieniało się ich podejście do niej z perspektywy czasu?
— Rodzina moja jest zadowolona, że mają taką kolekcjonerkę. To oni mnie namówili, abym zgłosiła się z moją kolekcją do Guinnessa, co zresztą powiodło się dwa razy. Szczególnie jestem dumna z drugiego rekordu, który został wpisany do Księgi Guinnessa na jej 50-lecie. Oni sami do mnie napisali, że jeżeli się moja kolekcja powiększyła, to proszą o przesłanie wszystkiego jak na zasadach, co poprzednio. Zrobiłam wszystko co trzeba, no i jestem w złotej księdze Guinnessa. Był to był rok 2005. 

Poza tym mój zięć trzy lata temu założył mi stronę internetową, gdzie widnieje cała moja kolekcja. Jeśli pojawiają się kolejne solniczki wówczas robię zdjęcia i dodaję je do kolekcji na stronie. Wszyscy mówią, żebym się nie przejmowała, że ktoś w Ameryce ma więcej; ty za to masz najwięcej w Europie i Polsce - podkreślają.

—  A jak dokładniej wyglądała procedura zgłaszania i weryfikowania rekordu przez zespół Guinnessa?
— Jeśli chodzi o Guinnessa to wchodziło w to liczenie solniczek przez dwie niezależne osoby, ale ważne z pieczęcią i stanowiskiem. Oczywiście zdjęcia; za pierwszym razem na płytce. Opisane wszystkie solniczki, łącznie z podanie ich źródła, tak jak jest to na mojej stronie. Dodatkowo dwie publikacje z gazety lub TV. Te z gazety były przetłumaczone. Wykaz solniczek musiał być również w języku angielskim.

—  Czy zna Pani innych kolekcjonerów tego typu przedmiotów?
— Nie spotkałam się, żeby ktoś akurat zbierał solniczki. Znam za to kolekcjonerów, którzy zbierają dzwonki, żelazka, dziadki do orzechów. Znajoma np. zbiera wszystko co jest związane z lwem.

— Co mogłaby Pani doradzić początkującemu kolekcjonerowi?
— Początkujący kolekcjoner musi mieć pasję, to bardzo pomaga.

— Czy ma Pani jakieś marzenie związane z kolekcją, które chciałaby Pani spełnić?
— Chciałabym, aby moja kolekcja nie została zaprzepaszczona jak po mnie zostanie.

Na koniec mini-reportaż TVP Gdańsk w formie wideo, w którym w całej okazałości można podziwiać kolekcję Pani Joanny. Obiecuję, że jak będę w Sopocie, to odwiedzę Panią Joannę i wykonam zdjęcia jej kolekcji.

poniedziałek, 6 października 2014

Przemyślenia kolekcjonera: Noe pierwszym kolekcjonerem?

Kolekcjonera można scharakteryzować jako osobę tworzącą pewien zbiór. Może to być zarówno zbiór otwarty, jak i zamknięty. Przyjęło się, że kolekcjonować można przedmioty, a więc potocznie określane "coś". A zatem obiekt kolekcji powinien istnieć fizycznie i dać się opisać, scharakteryzować. Ten materialny element świata związany jest zarówno z materią ożywioną, jak i nieożywioną.


Wedle tej szerokiej definicji, kolekcjonerem nazwalibyśmy także Noego, który jednocześnie jest ojcem wszystkich kolekcjonerów. To on według biblijnej relacji posłuchał i uczynił wszystko, co mu Bóg przykazał (Stary Testament, Księga Rodzaju): 
"Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały wraz z tobą od zagłady. Z każdego gatunku ptactwa, bydła i zwierząt pełzających po ziemi po parze; niechaj wejdą do ciebie, aby nie wyginęły".
Dalsze rozważanie tego przypadku byłoby z pewnością ciekawe, ale jednocześnie obarczone dużą dawką subiektywizmu. Bo czy kolekcjonerem można uznać osobę, która wykonuje czyjąś wolę i działa na czyjeś zlecenie? I czy można kolekcjonować istoty żywe, poniekąd je zniewalając? Choć kolekcja roślin nie wzbudza w nas takich emocji, to w przypadku zwierząt mamy już pewne opory. Ale czy ogrody botaniczne czy zoologiczne nie stanowią zbiorów? Chyba tak, podobnie zresztą jak zbiory muzealne, których początki przecież dawali właśnie kolekcjonerzy, oddani swojej pasji i gotowi oddać swoje zbiory publicznej/prywatnej opiece, co było oczywiście obwarowane licznymi paragrafami. A wszystko po to, aby dorobek życia nie został podzielony, wyprzedany czy trafił w niepowołane ręce.

Złoty wiek dla kolekcjonerstwa przypada na okres pierwszej fali globalizacji, która miała swój początek na przełomie XV i XVI wieku, a więc w czasach odkrywania nowych lądów i kultur oraz wzmożonej wymiany handlowej pomiędzy Europą a terenami kolonizowanymi. Żyłka kolekcjonerska głównie była widoczna u bogatych mieszczan i kupców takich narodowości jak Portugalia, Hiszpania, Niemcy czy Francja. Szczególne znaczenie odegrała jednak Holandia w XVI i XVII wieku, którego spora część arystokracji i mieszczaństwa posiadała w swoich domostwach tzw. Kunstkammer lub Wunderkammer czy to w postaci osobnego gabinetu osobliwości czy też specjalnie przygotowanej w celach ekspozycyjnych witrynie.

Była to swoista kolekcja dzieł sztuki, numizmatów, zabytków starożytnych, martwej natury, egzotycznych przedmiotów i innych osobliwości. Był to swoisty mikrokosmos w formie puzzli, którego można było podziwiać i wraz z dokładaniem nowych elementów łatwiej rozumieć. Często też w ich pobliżu właściciel tworzył własną biblioteczkę, która również pozwalała odkrywać świat i poszerzać horyzonty poznania aspirującego do oświecenia człowieka.To wszystko wywierało również piorunujące wrażenie u osób odwiedzających kolekcjonera, nie tylko świadczyła o jego statusie społecznym, ale również o ponadprzeciętnym intelekcie.


Ci z Was, którzy chcieliby obejrzeć na żywo "pokój kolekcjonera" z XVII wieku zachęcam do odwiedzenia Kamienicy Hipolitów w Krakowie, która jest częścią Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Wstęp jest bezpłatny jeśli wybierzemy się tam w środę!

środa, 1 października 2014

Przemyślenia kolekcjonera: Warto mieć pasję!

"Kolekcjonerzy to ludzie szczęśliwi."
– Johann Wolfgang von Goethe (1749–1832)


Kolekcjonerstwo spełnia co najmniej kilka istotnych funkcji w życiu człowieka, które kryją w sobie wiele pozytywnych cech. Są to m.in. takie funkcje jak:
  • estetyczna – ciekawość, działa na zmysły, stanowi dumę kolekcjonera, który widzi piękno
  • nostalgiczna – każdy przedmiot posiada swoją historię (pamięć) oraz kontekst społeczno-kulturowy. Kolekcjoner stara się go poznać i zrozumieć, dzięki czemu zachowuje od zapomnienia fragment rzeczywistości, który jest też namacalny przez innych. Można powiedzieć, że kolekcjonuje przeszłość i teraźniejszość w imię przyszłości.
  • pragmatyczna – kolekcja może i najczęściej posiada wymiar utylitarny, co przejawia się nie tylko we współtworzeniu przestrzeni mieszkalnej, ale również może być wykorzystywana do swoich pierwotnych celów. Dotyczy to m.in. ogólnych kolekcji z określonej epoki, np. Art Deco czy lat 60.
  • społeczna – wspólne zainteresowania łączą ludzi, ułatwiają nawiązywanie nowych kontaktów społecznych i tworzenie się społecznej sieci - wspólnotę kolekcjonerów, wokół której dochodzi do wymiany wiedzy i doświadczenia.  Obserwuje się to zarówno u dzieci, jak i dorosłych. Ponadto specjalizacja w danej dziedzinie daje człowiekowi poczucie własnej wartości, który poprzez ten proces nie daje się łatwo zaszkodzić. łatwiej odnajduje się w społeczeństwie.
  • hedonistyczna – kolekcjonowanie nierozerwalnie wiąże się z przyjemnością, co pozytywnie przekłada się na motywację kolekcjonera i jego poczucie spełnienia. Radość może być czerpana z poszukiwania, odnajdowania, posiadania czy eksponowania własnej kolekcji. Także posiadana wiedza w danej dziedzinie i dzielenie się nią jest źródłem pozytywnych doznań. 
Ponadto kolekcjonerstwo uczy cierpliwości, wzmaga refleksyjność i poszanowanie wobec przyrody i wytworów człowieka. Jest świetną odskocznią od życia codziennego i niesie ze sobą wiele radości oraz satysfakcji. Jednocześnie kolekcjonerstwo może stać się obsesją za sprawą niuansów, które dostrzegamy w zdobytych przedmiotach. Pasja może być rozniecana wciąż na nowo w przypadku różnorodności i ciekawostek.

Kolekcjonerstwa nie należy mylić z syllogomanią, czyli kompulsywnym zbieractwem definiowanym jako obawa przed pozbyciem się czegoś użytecznego czy poczucie bezpieczeństwa zbudowane na posiadaniu różnych przedmiotów. Syndrom chomika ma to do siebie, że prowadzić do dezorganizacji życia i niekontrolowanego ograniczenia przestrzeni życiowej.

Kolekcjoner myśli i działa pod kątem rozwijania swojej pasji, co przejawia się nie tylko w ekspansji kolekcji, ale przede wszystkim w zdobywaniu wiedzy na jej temat. W każdym razie otaczamy się rzeczami, ich liczba dynamicznie rośnie, czasem tylko części się pozbywamy, aby niewiele później pobić rekord posiadanych przedmiotów i skonstatować, że potrzebujemy więcej przestrzeni.

Nieliczni zachowują wstrzemięźliwość, surowo kontrolując i redukując liczbę przedmiotów do minimum. Poczucie wolności czy swobody pomaga im przejść obok kaprysu, a czasem i wygody obojętnie. Co ciekawe minimalistyczny styl życia, podobnie jak kolekcjonerstwo może stać się filozofią życia, z której czerpać można wiele przyjemności. Ponoć szczęśliwszy jest nie ten, kto więcej posiada, ale ten kto mniej potrzebuje. Prawdziwe wydaje się to powiedzenie jednak dopiero na starość, gdzie życie ulega przewartościowaniu i wiele toczy się wokół bardziej fundamentalnych potrzeb.

poniedziałek, 22 września 2014

Przemyślenia kolekcjonera: Motywy powstawania kolekcji

Świat kolekcjonerów jest niezwykle złożony, co czyni to zjawisko jeszcze bardziej fascynującym. Można założyć, że kolekcjonerstwo jest kolekcjonerstwu nierówne, ponieważ jego źródłem są różne potrzeby i oczekiwania, które to determinują kierunek i podejście osoby do swojej kolekcji. Choć nie sposób omówić wszystkich motywów, to warto poznać wybrane aspekty kolekcjonerstwa, takie jak: nauka, inwestycja, pamiątka, pasja, fetysz czy dekoracja.


Kolekcjonerstwo jako pamiątka

Pamiątki to szczególny rodzaj kolekcjonerstwa opierający się na chęci zachowania fragmentu teraźniejszości i jego przywoływanie w dowolnej chwili w przyszłości. Kolekcja pamiątek może być tworzona w oparciu o rodzaj przedmiotu (pocztówka, koszulka, łyżeczka, magnesy na lodówkę, kamień itp.) lub określoną koncepcję podróżnika  (np. ikona designu odwiedzanego kraju). Pierwotnym motywem rozpoczęcia kolekcji jest potrzeba ocalenia od zapomnienia szczególnych fragmentów życia człowieka. Pamiątka ułatwia retrospekcję i stanowi ciekawy punkt odniesienia. 

Kolekcjonerstwo jako inwestycja 

Traktowanie przedmiotów rynku kolekcjonerskiego jako lokaty kapitału wymaga szczególnego podejścia. Preferencje inwestora muszą niejako wyprzedzać czas; inaczej mówiąc powinny wpisać się w kontekst i tendencje przyszłości. Wybór dziedziny kolekcjonerstwa zależy od inklinacji kolekcjonera, który najczęściej pragnie połączyć wzrost wartości z satysfakcją posiadania, oglądania czy eksponowania. Nie bez znaczenia jest też wiedza, zasobność portfela czy poziom akceptowalnego ryzyka.

Przyjemność z obcowania ze sztuką artystyczną czy dekoracyjną rekompensuje stosunkowo niską płynność rynku kolekcjonerskiego wynikającego z niszowości i dużej niepowtarzalności dóbr. Inwestor analitycznie i perspektywicznie podchodzi do własnej kolekcji na bieżąco korygując jej zasoby. Będąc świadomy jej aktualnej wyceny częściej jest skłonny ją zabezpieczyć czy ubezpieczyć.

Kolekcjonerstwo jako działalność naukowa  

Zarówno naukowiec, jak i kolekcjoner posiadają silne poczucie misji i niewyczerpaną ciekawość eksploracyjną. Celem podstawowym jest dążenie do prawdy, które objawia się chęcią możliwie głębokiego poznania i zrozumienia wybranego fragmentu rzeczywistości (świata). Sprowadza się to do poszukiwania informacji, odkrywania historii kolekcji, osadzenia jej w kontekście społeczno-kulturalnym, opisywaniu, katalogowaniu czy w końcu odtwarzaniu jej spójnej całości .

Typowy kolekcjoner-naukowca chętnie dzieli się swoją wiedzą i namiętnie poszukuje nowych wiadomości. Jednocześnie ma krytyczny stosunek do rozwoju własnej kolekcji, warząc jej jakość i oceniając reprezentatywność poszczególnych zdobyczy. W swoim działaniu stara się być systematyczny i możliwie perfekcyjny. Ponadto posiada wysoko rozwiniętą motywację poznawczą, napędzającą go do poszukiwania,  nowych wiadomości, odkrywania, usystematyzowania historii, poznawania historii rzeczy, ich dogłębnego opisania, fascynacją kuriozami.itp. Czynią go koneserem i kuratorem swojej kolekcji.

Kolekcjonerstwo jako dekoratorstwo

Kolekcja staje się często elementem wyróżniającym dane miejsce. Stanowi ważny, a często centralny punkt wokół którego dokonywana jest aranżacja wnętrza. W przypadku domostw dekorowanie wnętrza przedmiotami kolekcjonerskimi podkreśla indywidualizm gospodarza, sprawia, że wnętrza są bardziej przytulne i pełne ciekawych konwersacyjnych wątków. Poprzez kolekcje kreowana jest tożsamość miejsca, która zapada w pamięci chyba niemal każdemu gościowi. W przypadku miejsc publicznych, takich jak restauracje czy hotele dodatkowym celem jest przyciąganie konkretnych grup klientów. 

Tak więc dekorowanie wnętrz przedmiotami kolekcjonerskimi może być pobocznym elementem kolekcjonerstwa lub tylko działaniem wyłącznie się do tego sprowadzającym, a więc jedynie powierzchownym. Spotkać się już można z usługami dekoratorów wnętrz, które za nas sporządzą odpowiednią kolekcję i ją odpowiednio wyeksponują.

wtorek, 16 września 2014

Literatura dla kolekcjonera łyżeczek

Książki są dla kolekcjonerów kluczowym obok Internetu źródłem informacji o ich pasji. Kolekcjoner łyżeczek ma dość ograniczoną biblioteczkę domową stricte związaną z łyżeczkami, ale dość obszerną jeśli chodzi o pokrewne tematy poświęcone np. srebrom, solniczkom, secesji itp. W takich książkach można spotkać kilka stron, czasem rozdział, który traktuje o łyżeczkach. To relatywnie niewiele, ale kolekcjoner jest niezwykle pazerny i kilka książek z literatury podstawowej zaspakaja tylko pierwszy głód.


Niestety, literatura dla kolekcjonerów zdominowana jest przez anglojęzyczne tytuły, rzadko kiedy tłumaczone na język polski z uwagi na potencjalnie mały rynek zbytu. Są to zatem książki, których cena dodatkowo podnoszona jest przez koszty sprowadzenia ich ze Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Kolekcjonerzy łyżeczek powinni na pewno zwrócić uwagę na poniższe pozycje:
  • American Sterling Silver Flatware 1830s-1990s: An Identification and Value Guide, Maryanne Dolan (1992)
  • Collecting for Tomorrow. Spoons, Michael Snodin, Gail Belden (1976)
  • Sterling Flatware Identification & Value Guide, Tere Hagan (1999)
  • Spoons 1650-2000, Simon Moore (2005)
  • Sterling Silver, Silverplate and Souvenir Spoons With Prices (1996)
  • Spoons from Around the World, Dorothy T. Rainwater, Donna H. Felger (1992)
  • Collectible Souvenir Spoons. Identification & Values, Wayne Bednersh (1998)
  • American Spoons: Souvenir and Historical, Dorothy T. Rainwater, Donna H. Felger (1997)
  • Silverplated Flatware, An Identification and Value Guide, Tere Hagan (1990)
Osoby zainteresowany drewnianymi łyżkami z pewnością powinni sięgnąć po książkę autora Norman D. Stevens pt. A Gathering of Spoons: The Design Gallery of the World's Most Stunning Wooden Art Spoons.

wtorek, 9 września 2014

Wywiad: Władysław Pohorecki i jego kolekcja łyżeczek

Nie tak dawno natknąłem się w Internecie na sylwetkę polskiego kolekcjonera łyżeczek – Władysława Pohoreckiego. Kolekcja tego Łodzianina rozwijana przez 13 lat składa się obecnie z ponad 2300 różnego rodzaju łyżeczek użytkowych (do herbaty, kawy, cukru, przypraw, śmietany, musztardy, kawioru, deserowe itd.) wykonanych zarówno z metalu, tworzywa sztucznego, jak i drewna.

Z Panem Władysławem miałem okazję rozmawiać telefonicznie i w ciągu tych kilkudziesięciu minut dał się poznać, jako świetny mówca i prawdziwy kolekcjoner, który z umiłowaniem poszukuje nowych skarbów. Poniżej umieszczam fragmenty naszej rozmowy w formie krótkiego wywiadu.


— Kiedy i jak zrodziła się w Panu pasja kolekcjonowania łyżeczek? 
— To był 2001 rok i zaczynałem od zera. W tej chwili kolekcja liczy 2327 sztuk. Zaczęło się od tego, że jeden z członków mojej rodziny pozazdrościł mi moich kolekcji i zadeklarował, że również zacznie coś zbierać i że będą to łyżeczki. Pokazał mi zbiór dziesięciu ładnych łyżeczek. Uznałem to za świetny pomysł i odparłem "zbieraj łyżeczki, a ja Ci w tym pomogę. Jak będę na giełdach staroci, pchlich targach czy bazarach i coś ładnego znajdę, to będę o Tobie pamiętał". I pamiętałem. Jednak, gdy rozpocząłem zbierać łyżeczki z myślą o nim, to jak ja miałem ich sto, to on wciąż miał te dziesięć. W związku z tym, role się odwróciły. Członek rodziny widząc to stwierdził "Wiesz co, skoro Ty masz tyle, to masz te moje dziesięć i ciągnij tą kolekcję dalej". I tak, pociągnąłem te łyżeczki i po dziś dzień je kolekcjonuję. Dynamika kolekcji jednak spada. W początkowych latach zbierało się po 200, 250 łyżeczek w ciągu roku. Natomiast teraz coraz mniej, bo co wezmę do ręki to się okazuje, że mam ten wzór i łyżeczek przybywa mniej.

— Co to były za inne kolekcje? Co Pan jeszcze kolekcjonował?
— Drugą kolekcją są stare aparaty fotograficzne. Jedną kolekcję 250 sztuk sprzedałem kilka temu do Muzeum Kinematografii w Łodzi. Zostawiłem sobie dwa najciekawsze egzemplarze, jako pamiątkę zbierania aparatów. Niestety, te dwa, dalej mnie pociągnęły i zacząłem tworzyć nową kolekcję. Kolejną kolekcją są stare klucze do zamków drzwi, szufladek, kufrów itd. Cała kolekcja kluczy liczy ponad 1200 sztuk. 

— A w jaki sposób poszerza Pan swoją kolekcję łyżeczek? Co dominuje?
— Wszelkiego rodzaju bazary, pchle targi czy targowiska. Na przykład w Łodzi na tych wydarzeniach pokazuje się wiele ludzi, którzy handlują swoimi rzeczami na gazetach. Można nawet kupić stare baterie R20, które tam leżą, bo czym więcej towaru, tym większe zainteresowanie wśród klientów może budzić. A wśród tych takich różnych bibelotów, te łyżeczki też się tam znajdują. Od kilku też lat w poszerzaniu kolekcji pomaga Internet, głównie allegro, gdzie również pokazuje się mnóstwo łyżeczek. I też gdziekolwiek jestem staram się odnaleźć sklep ze starociami.

— Co mógłby Pan doradzić początkującemu kolekcjonerowi?
— Przede wszystkim cierpliwości. Pieniędzy. I jeszcze raz cierpliwości.

— Jakie łyżeczki z Pana zbioru cieszą się Pana szczególną uwagą?
— Szczególnie interesują mnie łyżeczki z napisami i wytłoczonymi znakami firmowymi np. przedwojenne łyżeczki z restauracji i hoteli krakowskich, warszawskich, ośrodków wczasowych, polskich firm, takich jak PKP, Orbis, LOT itp. Obecnie bicie znaków firmowych się nie praktykuje, ponieważ nie była to forma reklamy a zabezpieczenie i sztućców raczej nikt już nie wynosi.


A tu jeszcze jedno zdjęcie dokumentujące fragment potężnej kolekcji łyżeczek Pana Władysława. Trzeba przyznać, że tak wyeksponowana kolekcja robi wrażenie. Podobnie zresztą jak kolekcja kluczy.