Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcjonerstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcjonerstwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 września 2016

Giełdy staroci, targi kolekcjonerskie, jarmarki i pchle targi w Krakowie


Giełda staroci to magiczne miejsce pełne różnorodnej obfitości. Zwycięża tu koncepcja, że każda rzecz może się przydać. Znajdziemy więc tu wszystkiego po trochu: stare zdjęcia, pocztówki, książki, sprężynki i koła zębate, ramki do zdjęć, porcelanowe figurki, przedmioty z odzysku, srebra, ebonitowe telefony, hełmy wojskowe, odznaczenia, zegary kominkowe, porcelanowe lalki, lornetki, solniczki, buty, swetry, meble, ramy i wszytko inne co nie zostało tu wymienione. Mieszają się tu rzeczy nowe ze starymi, oryginały z epoki z reprodukcjami. Odnalezienie czegoś dla siebie wymaga jednak sporo cierpliwości, szczęścia oraz odrobiny wiedzy i doświadczenia.


W Krakowie mają miejsce co najmniej pięć wartych odnotowania targów staroci. Najliczniej odwiedzaną giełdą jest targ staroci pod Halą Targową na Grzegórzkach. Hala targowa powstała w latach 1936–1940. Od poniedziałku do soboty na placu hali odbywa się handel produktami spożywczymi oraz ubraniami. Natomiast w każdą niedzielę wokół hali w godzinach porannych i południowych (6:00–14:00) odbywa się targ staroci. Każdej niedzieli pojawia się tu ponad 400 stoisk z czego zdecydowana większość to niewielkie kramiki ze starociami. Pod zadaszoną częścią można natomiast odnaleźć stoiska z książkami, czasopismami, chińszczyzną i innymi drobnymi przedmiotami. 


Tego samego dnia (niedziela, ale także sobota) w Krakowie ma miejsce kolejna giełda staroci. Odbywa się ona przy ul. Balickiej 56 równolegle z giełdą elektroniczną, która zajmuje znaczną część tzw. Centrum Giełdowo-Handlowego Balice. Wstęp dla wizytujących giełdę jest odpłatny i wynosi 2 zł od osoby. W inne dni plac staje się na kilka porannych godzin największą giełdą kwiatową w południowej części Polski. Powierzchnia handlowa jest tu wielokroć większa, aczkolwiek handlarzy starociami jest dużo mniej (ok. 30), ale za to ich stoiska są dużo bardziej rozległe. Dominują meble, lampy i wyroby z ceramiki i szkła. 

Poza tym w Krakowie odbywają się jeszcze dwa targi ze starociami – w sobotę na Placu Nowym (potocznie znanym również pod nazwą plac żydowski) między 8:00 a 14:00 na placu wokół okrąglaka (pawilon handlowy wybudowany w roku 1900) około 20 handlarzy wystawia swój towar na specjalnie do tego przeznaczonych metalowych stołach. Ponadto w każdy trzeci weekend miesiąca w pawilonie handlowym M1 w Krakowie ma miejsce Giełda Antyków i Staroci, gdzie pod zadaszeniem wystawia się kilkunastu handlarzy.


Koniecznie trzeba też wspomnieć o jarmarku staroci, który odbywa się cztery razy w roku (przez trzy dni) obok kościoła św. Wojciecha na Rynku Głównym w Krakowie. Jarmark funkcjonuje pod różnymi nazwami, m.in. targ kolekcjonerski i Europejskie Spotkania Kolekcjonerskie. Targi te odbywają się tu już od kilku lat, jednak ich popularność jest stosunkowo mała. Sprzedawcy narzekają na wysokie opłaty, słabą promocję wydarzenia, a kupujący na wysokie ceny, które mogą być jednak kuszące dla zagranicznych turystów. Pokłosiem wysokich opłat targowych jest nieliczna reprezentacja sprzedawców staroci i wyrobów rzemieślniczych – liczba oscyluje wokół 30 stoisk. Biorąc pod uwagę potencjał krakowskiego rynku jest to bardzo niewiele, tym bardziej, że targ mógłby być świetną wizytówką miasta, taką jak np. Jarmark Dominikański dla Gdańska.

Giełdy staroci odbywają się na okrągło i ulegają ciągłym przeobrażeniom, pojawiają się i znikają stoiska, ludzie, towary. Każda pora roku ma swoje uroki, dlatego poszukiwanie skarbów nigdy się nie nudzi, nawet jeśli przychodzimy do domu z pustymi rękami. Łączę pozdrowienia dla wszystkich łowców, a tych, którzy nie zarazili się jeszcze starociami, zachęcam do odwiedzania tych nietuzinkowych miejsc, aż do skutku!

piątek, 17 czerwca 2016

Poszukiwanie skarbów pod Halą Targową w Krakowie

Towarzyszący poszukiwaniu skarbów dreszczyk podniecenia sprawia, że na targi staroci wybieram się chętnie, a wczesna pobudka nie stanowi problemu w myśl zasady: kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Niedziela jest wręcz wyczekiwana od poniedziałku. Specyfika targu polega na tym, że nigdy nie wiesz co uda się w tym tygodniu znaleźć... i im bardziej niepowtarzalne rzeczy szukamy, tym  silniejszy wewnętrzny przymus odwiedzania tego miejsca. A nuż coś interesującego nas ominie?

Szybkim i pewnym krokiem zbliżałem się do Hali Targowej w Krakowie. Głosy kupców stawały się donośniejsze, wciąż jednak stoiska były poza zasięgiem mojego wzroku. Ale nie byłem już sam, kilka osób dołączyło do mnie i bez słowa szliśmy ku wspólnemu celowi wypadu. Wkrótce pierwsze kramiki ze starociami pojawiły się na horyzoncie. Ludzie, widać było, byli w swoim żywiole, jedni gorączkowo biegli do swoich ulubionych kupców i zachłannie połykali oczami przedmioty wystawione na ich stołach i ceratach, inni zaś w skupieniu i metodycznie skanowali wzrokiem dostępne towary idąc tam i sam.


Najlepszą porą roku na zakupy jest wiosna i wczesne lato. Wraz z ociepleniem pojawiają się nowi sprzedawcy, jest też większa różnorodność, ponadto pojawiają się w sprzedaży cebulki kwiatów, bób czy truskawki. Pierwsi śmiałkowie pojawiają się tuż po godzinie 5:00 nad ranem. Pusty plac pod halą targową przeistacza się w plac manewrowy. Następuje rozładunek samochodów i już po kilkudziesięciu minutach pierwsze stoiska wypełnione są po brzegi przywiezionym towarem. Na większości panuje nieład, nierzadko wielowarstwowy, który jest pokłosiem potrzeby ograniczenia zajmowanego, bo odpłatnego, miejsca. 

Wschodzące coraz wyżej słońce powoli zmieniało oblicze ziemi. Rzeczy zyskiwały na wyrazistości, a ludzie zarówno kupujący, jak i sprzedający stawali się radośniejsi. To miejsce w pewien szczególny sposób jednoczyło, zasypywało podziały polityczne, a światopogląd przestawał odgrywać jakąkolwiek rolę. Dominował spajający wszystko handel. Powietrze wypełniały głosy negocjacji, pytań i odpowiedzi, a także rozmów o sprawach ważkich i nijakich. Różne były tu osobowości i temperamenty. Mieszały się języki i akcenty. Dominowali Polacy i Żydzi, ale było też sporo Ukraińców, trochę Czechów i turystów próbujących się dogadać ze sprzedającymi w języku niemieckim czy angielskim. Czasem pośredniczę w tych wielojęzycznych potyczkach, gdy słyszę, że bariera językowa nadto utrudnia porozumienie. W zamian można otrzymać różnie okazywaną wdzięczność – tradycyjne podziękowanie lub uśmiech, i to też było najczęstsze.


Tłum gęstniał, zapach tytoniu, ludzkich ciał dawał się coraz bardziej we znaki. Gwar opanował targ, wymiana zdań była coraz bardziej utrudniona, choć myśli wciąż napływały ostre i czytelne. W powietrzu czuć było rosnący duch rywalizacji. Przestrzeni ubywało. Przewagę odzyskiwali sprzedający, wstępowała w nich nadzieja i w negocjacjach byli mniej ustępliwi. Liczyli na wyższe ceny, póki napływ potencjalnych nabywców ich dóbr narastał. Gdy cena mnie nie satysfakcjonuje, pozwalam sprzedającemu przemyśleć sprawę i wracam do niego po godzinie czy dwóch. Pal licho, jeśli przedmiot został w międzyczasie sprzedany – godzę się bowiem na takie ryzyko. Jeśli jednak wciąż się poniewiera, to szansa na dobicie targu wyraźnie rośnie. Zasadniczo, im większy, cięższy i delikatniejszy przedmiot tym chętniej sprzedawca gotów jest się go pozbyć, ponieważ odpada wówczas ryzyko uszkodzenia i wymagająca logistyka. Czasami jednak sam daję za wygraną i wracam po przedmiot pogodzony z koniecznością zapłaty wyższej niż pierwotnie planowanej ceny.


Przed godziną 8:00 ostatnie nieliczne już wolne miejsca na targu zapełniały się maruderami. Sprzedawcy, którzy nie posiadali rezerwacji coraz liczniej okupowali przylegające do targu chodniki. To tam też najczęściej można spotkać Straż Miejską, która poucza i od czasu do czasu wystawia mandaty sprzedającym, którzy rozłożą swoje niewielkie kramiki w miejscu do tego nieprzeznaczonym.

Ukrop lał się z nieba, jednak dla młodego organizmu nie robiło to najmniejszego wrażenia. Kątem oka dostrzegałem leniwie płynące chmury a w oddali większe chmury z deszczowym potencjałem. Zauważył je również jeden z handlarzy, który ze spokojem oznajmił "przychodzi deszcz, wszystko zalewa i przechodzi". Oby jednak nie padało. Bo to właśnie deszcz przy otwartych na chmury stoiskach prowadzi do chaotycznego okrywania dobytku przez sprzedających. Jeśli deszcz wydaje się być przelotny lub ma charakter kapuśniaczka wówczas jest nadzieja, że wszystko wróci do normy. Jeśli nie, to humory wszystkich ulegają rychłemu pogorszeniu, handel zamiera i targ powoli się wyludnia. Co prawda pozostaje jeszcze niewielka część zadaszonej części targu, jednak tam staroci jest jak na lekarstwo – dominują stoiska z czasopismami, książkami, zabawkami i innymi drobnymi rzeczami.


Kolejna godzina spędzona na targu coraz dobitniej przypominała chaotyczną wędrówkę a wręcz błądzenie. Według planu wszystkie stoiska zostały już odwiedzone, jednak z tyłu głowy pojawia się uporczywa i nękająca myśl, że coś pominąłem, nie dostrzegłem. Bez świadomości tego, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy, łowów nie mógłbym określić za w pełni udane. Choć w takich miejscach wydaje się to nieuniknione, ponieważ powierzchnia handlowa kosztuje, co powoduje, że wiele stoisk jest zbita, przedmioty nawarstwiają się, przez co źle wyeksponowane utrudniają wizualną penetrację kupującym.

Nieraz już wracałem do domu z pustymi rękoma. I choć sama wędrówka jest wynagradzająca, to człowiek odczuwa niedosyt. Tego dnia nie udało mi się odkryć skarbu, którym można byłoby się pochwalić. Z doświadczenia wiem jednak, że cierpliwość jest największą cnotą kolekcjonera i prędzej czy później zawsze udaje się nabyć coś niezwykłego oraz historycznie i zabytkowo wartościowego. Dziś najwyraźniej los uśmiechnął się do kogoś innego – opuszczając targ usłyszałem zdanie wypowiedziane przez jednego z handlarzy. Oznajmił mniej lub bardziej żartobliwie, iż "strzyżenie krakowskich baranów uważa za udane"...

wtorek, 5 kwietnia 2016

Biżuteria z łyżek i łyżeczek

Wielokrotnie spotykałem się z twórczym wykorzystaniem starych srebrnych sztućców w różnych nietuzinkowych pracach typu "zrób to sam" (DIY). Najczęściej wykorzystywane są łyżeczki deserowe, do kawy, herbaty czy do konfitur. Chodzi oczywiście o rozmiar – mniejsze łatwiej jest kształtować, obrabiać i po prostu lepiej pasują do filigranowej biżuterii. Ozdobne trzonki wykorzystuje się m.in. do tworzenia pierścionków i bransoletek; natomiast czarki to świetna baza do naszyjników czy breloków. 


W przypadku łyżeczek do soli mają one zastosowanie także w wyrobie kolczyków i broszek. W zdecydowanej większości jest to współczesna twórczość wywodząca się z globalnej mody na "upcycling". Oczywiście, przekształcanie starych i bezużytecznych (dla danej osoby) rzeczy w coś ładnego i użytecznego nie jest nowym odkryciem, jednak długie lata względnego pokoju i wszędobylski konsumpcjonizm sprawiły, że "upcycling" uważany jest za dziwactwo i miłą odmianę względem masowości.


Dochodzimy wreszcie do gwoździa, a właściwie broszki programu, którą nabyłem na niedzielnym targu staroci od człowieka, który często jeździ do Szwecji po towar. Broszka wykonana jest z łyżeczki do soli i jak mniemam jej konwersja przypada na lata 30 i 40 XX wieku. Ciekawe są grawerunki: trzonek wieńczy korona a pod nią widnieje postać kobiety w tzw. podomce; na czarce natomiast wygrawerowano imię Mimmi. Niespotykane są ponadto malutkie pierścienie, po cztery z każdej strony. Sugeruje to, że łyżeczka mogła jednak być wykonana na zamówienie i według projektu z przeznaczeniem na prezent. 

Waga łyżeczki to 5,6 grama. Podstawowa cześć łyżeczki wykonana jest z blachy o grubości 0,75 mm; łyżeczka jest szeroka na 15 mm i długa na 57,5 mm. Na drugiej stronie trzonka widoczne są cechy na srebrze: imiennik KLS, trzy korony i litera "S" – szwedzki standard srebra 830, datownik "L8" odpowiednik roku 1937. 



czwartek, 8 października 2015

Ankieta: Ochrona i upowszechnianie prywatnych kolekcji

Zgodnie z życzeniem Pani Bernadetty Czapskiej zapraszam do wypełnienia ankiety pt. "Ochrona i upowszechnianie prywatnych kolekcji".  Jak pisze w liście inicjatorka badania: "głównym założeniem ankiety jest wysondowanie potrzeb środowiska kolekcjonerskiego w kwestii zabezpieczania i propagowania prywatnych kolekcji". Ankieta składa się z 15 pytań, ma charakter przekrojowy i jest anonimowa. Raport z ankiety ma zostać udostępniony w listopadzie bieżącego roku.


AKTUALIZACJA: Wyniki ankiety dostępne są pod łączem: http://www.kolekcjonerstwo.pl/images/Ankieta_raport_.pdf

środa, 7 października 2015

Problematyka klasyfikacji kolekcji

Próba usystematyzowania zbiorów kolekcjonerskich z zasady musi zakończyć się niepowodzeniem. Ma na to wpływ czynnik ludzki, który powoduje, że kolekcje mogą być bardzo zróżnicowane a klucz podziału dowolny i trudny do jednoznacznego określenia. Niepraktycznym byłoby tworzenie zbyt szerokich, jak i zbyt wąskich kategorii kolekcji, gdyż liczba klas oscylowałaby od zaledwie kilku do nawet dziesiątków tysięcy.

Zarówno klasyfikacja oparta o powszechnie przyjęte nazewnictwo przedmiotów (np. klucze, łyżeczki, krzesła), jak i sztuczne twory nie spełnia swojej porządkującej roli, dlatego najczęściej wykorzystywanym kryterium identyfikacji kategorii kolekcjonerskich jest popularność danej dziedziny kolekcjonerstwa. Ma ona tę zaletę, że można dowolnie ograniczać liczbę klas poprzez odcinanie ogona tzn. mniej popularnych dziedzin kolekcjonerstwa. Wadą takiego podejścia jest natomiast brak stałości. Innymi słowy przychodzące i odchodzące mody w kolekcjonerstwie będą zaburzać wyniki badań rozłożonych w czasie. Z punktu widzenia praktyki jest to jednak jedyne rozsądne rozwiązanie umożliwiające tworzenie w miarę przejrzystych katalogów kolekcji.


Osobnym zagadnieniem jest badanie popularności dziedzin kolekcjonerstwa, w oparciu którego można dokonać klasyfikacji zbiorów kolekcjonerskich. Nie spotkałem się póki co z globalnym podejściem do tematu, wiele jest za to badań krajowych – realizowanych głównie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemczech.

W Polsce próbę taką podjął Ryszard Kruk – kolekcjoner pocztówek – na swojej stronie internetowej. W jego badaniu wzięło udział 1413 kolekcjonerów, którzy mieli odpowiedzieć na pytanie co zbierają. Oto wyniki:

Pocztówki 331
Varia 125
Znaczki 117
Książki i Czasopisma 115
Monety i Medale 114
Karty telefoniczne 108
Birofilia 105
Odznaki 104
Bilety 99
Etykiety 74
Banknoty 70
Dokumenty 66
Kalendarze 59
Mapy 46
Opakowania i Naklejki 46
Militaria 42
Sport 42
Fotografie 41
Podstawki piwne 36
Papiery wartościowe 34
Porcelana 34
Obrazy 31
Butelki 26
Plakaty 24
Długopisy 21
Zegary 21
Karty do gry 20
Listy 20
Kubki 18
Zabytki techniki 17
Dewocjonalia 16
Kinder niespodzianki 15
Minerały 14
Radio i TV 14
Rzeźby 13
Biżuteria 11
Filumenistyka 11
Grafika 10
Breloki 9
Meble 9
Smycze 9
Srebra i platery 9
Zabawki 8
Muzyka i nuty 7
Rysunki 7
Judaika 6
Szkło i Witraże 6
Żelazka 6
Cyrkowe pamiątki 5
Klucze 4
Lampy 4
Tablice rejestracyjne 4
Ikony 3
Pióra wieczne 2
Serwetki papierowe 2
Wizytówki 1
Suma wskazań 2211

Z powyższej tabeli wynika, że badacz ograniczył ilość dziedzin kolekcjonerskich do 54 stąd też kategoria "varia" (pozostałe) znalazła się na drugim miejscu w rankingu. W kategorii tej znalazło się wszystko inne, co nie dało się przyporządkować do z góry ustalonych klas, a więc m.in.: zapalniczki gabinetowe, zabawki z Happy Meal, przedmioty z motywem sowy, magnesy kolekcjonerskie, młynki do kawy, dodatki do chipsów, torebki balowe, pieski z kiwającymi głowami, opakowania po budyniach, samochody i motocykle zabytkowe, zakładki do książek i wiele innych.

A na koniec jeszcze propozycja stu najczęściej spotykanych przeze mnie kategorii kolekcjonerskich w Polsce i na świecie uporządkowana alfabetycznie:

Autografy Metki odzieżowe
Banknoty Militaria
Baterie Minerały i skamieliny
Bilety Modele samochodów
Birofilia Muszle
Biżuteria Muzyka
Breloki Naklejki od owoców
Butelki Naparstki
Chusteczki Obrazy
Chusty Odbiorniki radiowe
Cukier Odbiorniki telewizyjne
Cyrkowe pamiątki Odznaki i naszywki
Czapki Opakowania
Czekolada Otwieracze do butelek
Dewocjonalia Pamiątki wydarzeń
Długopisy i ołówki Papiery wartościowe
Dokumenty Pióra wieczne
Etykiety od artykułów spożywczych Plakaty
Figurki Pocztówki
Filumenistyka Podstawki do napojów
Fotografie Porcelana
Gadżety reklamowe Przedmioty bakelitowe
Grafika Przypinki
Gry planszowe Puszki
Gumy do żucia Puzderka i szkatułki
Guziki Ramki do zdjęć
Herbata Rysunki
Instrumenty Rzeźby
Kaktusy Serwetki papierowe
Kalendarze Skarpety
Kapsle i porcelanki Smycze
Karty do gry Solniczki
Karty płatnicze Sport
Karty telefoniczne Srebra i platery
Katalogi firmowe Szkło i Witraże
Kinder niespodzianki Szyszki
Klocki Lego Tablice rejestracyjne
Klucze Temperówki
Korkociągi Torebki
Kości go gry Trafika
Kryształy Ulotki
Książki i czasopisma Vlepki
Kubki Wizytówki
Kufle i szklanki Zabawki
Lampy Zakrętki
Listy Zapalniczki
Mapy i plany Zapałki
Maszyny do pisania Zegary i zegarki
Meble Znaczki
Medale i odznaczenia Żelazka

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Anatomia łyżki i łyżeczki

Do tej pory w opisach poszczególnych łyżeczek do soli używałem uproszczonej charakterystyki budowy łyżki, co czasami rodziło nieścisłości. Aby móc wyrażać się bardziej precyzyjnie i jednocześnie zrozumiale dla czytelnika prześledźmy poszczególne elementy łyżki i ich nazewnictwo.

Budowa łyżki oraz łyżeczki

Łyżka zbudowana jest zasadniczo z dwóch części – czerpaka oraz rączki. Można natomiast przyjąć, że składowymi czerpaka są:
  • wierzchołek (czubek) czerpaka,
  • miseczka,
  • uskok.
Natomiast rączka zbudowana jest z takich elementów jak:
  • ramiona,
  • trzonek,
  • uchwyt,
  • zwieńczenie rączki.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Kolekcjonerski festiwal w Wieliczce

Kilka miesięcy temu w artykule pt "Przemyślenia kolekcjonera: Prywatne muzea i wirtualne kolekcje" znalazły się słowa: 
Brakuje w przestrzeni publicznej miejsca, w którym kolekcjonerzy różnych dziedzin mogliby wystawiać swoje kolekcje nie martwiąc się przy tym o ubezpieczenie swoich zbiorów i dając szansę innym na ich zobaczenia.
Nic więc dziwnego, że z miło zaskoczyła mnie informacja o inicjatywie uczniów gimnazjum w Węgrzcach Wielkich, którzy we współpracy z Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce zorganizują VII już festiwal dla kolekcjonerów. Według notki prasowej, którą otrzymałem wyglądać ma to tak:
Wystawa ma na celu promowanie kolekcjonerstwa i wszelkich pasji, jako sposobu na spędzanie czasu wolnego, a czasem i sposobu na życie. Eksponowane kolekcje są różnorodne, dzięki czemu wystawa jest niezwykle barwna i interesująca. W Festiwalu biorą także udział całe grupy pasjonatów: sztuk walk, zespoły muzyczne, grupy taneczne. Uczestnikami są zarówno amatorzy, młodzież szkolna jak i profesjonaliści. Gościmy pasjonatów z niedalekiej okolicy, ale także z bardziej odległych stron Polski. 

W tym roku Festiwal Ludzi Pozytywnie zakręconych odbędzie się w czerwcu jak zwykle na Zamku Żupnym w Wieliczce. Jeśli jesteś interesującą osobą i masz swoje pasje to ta impreza jest właśnie dla Ciebie. Zachęcamy do wzięcia udziału w tegorocznej edycji Festiwalu Ludzi Pozytywnie Zakręconych. Zgłoś się do organizatora tego wydarzenia i zaprezentuj tysiącom osób które co roku odwiedzają ten festiwal swoje zainteresowania.
Do 20 kwietnia można zgłaszać chęć zaprezentowania swojej kolekcji a sam festiwal odbędzie się już 14 czerwca 2015. To jak wyglądał poprzedni festiwal można zobaczyć tutaj. Osobiście uważam to za bardzo cenną i ciekawą inicjatywę. Czy będę aktywnie uczestniczył w festiwalu będzie zależeć jednak od kilku szczegółów.

piątek, 13 lutego 2015

"American Pickers" – filmowa rozrywka dla kolekcjonerów

Kolekcjonerzy, którzy nie mają problemów z językiem angielskim mogą przebierać w programach telewizyjnych dla nich przeznaczonych. Ostatnio miałem przyjemności obejrzeć kilkadziesiąt (ze 152 wyemitowanych już) odcinków "American Pickers". Serial dokumentuje pracę handlarzy, którzy jeżdżąc po Ameryce odwiedzają domy i skupują interesujące ich przedmioty, które następnie wystawiają w swoich sklepach. Lista przedmiotów jest bardzo długa (patrz poniżej) i obejmuje m.in. antyki, przedmioty kolekcjonerskie, stare motory, rowery i reklamy.

Program ogląda się z przyjemnością, tym bardziej, że umożliwia on poznanie sylwetek kolekcjonerów i ich dorobku, historię, motywy sprzedaży oraz ceny. Serial można obejrzeć w sieci – wystarczy wpisać w wyszukiwarkę frazę "american pickers on-line". Miłego oglądania!


niedziela, 25 stycznia 2015

Różne oblicza kolekcjonerstwa – fetysz i obsesja

Natknąłem się dziś na ciekawy film dokumentujący skrajne formy kolekcjonerstwa. Przedstawiono takie problemy jak fetysz, obsesja i syllogomania. Najbardziej zaciekawił mnie przypadek Brytyjczyka, którego życie bezsprzecznie zdominowała kolekcja. Spektrum jego kolekcji jest bardzo szerokie, a tematem przewodnim są ptaki w różnej postaci – naklejek, ubrań, mebli, talerzy, figurek, naparstków, przycisków do papieru oraz wielu innych przedmiotów dekoracyjnych i codziennego użytku. Jego kolekcja robi wrażenie. Cały jego dom stał się miejscem ekspozycji potężnej kolekcji ptaków przez co m.in. jego kuchnia przestała pełnić swoją pierwotną funkcję. Stołuje się u rodziców a wolny czas spędza na ekspansji swojej kolekcji, jej czyszczeniu, przestawianiu i podziwianiu. Zachęcam do obejrzenia tego na własne oczy. Materiał wymaga znajomości języka angielskiego.

sobota, 3 stycznia 2015

Przemyślenia kolekcjonera: Kolekcjonerstwo – konsumpcja czy inwestycja?

Z ekonomicznego punktu widzenia kolekcjonerstwo może być traktowane zarówno jako szczególna forma konsumpcji, jak i inwestycji. Często jest tak, że kolekcjoner uzasadnia swój kolejny zakup tym, że wartość nabywanego przedmiotu w przyszłości wzrośnie. Traktowanie swojego hobby jako inwestycji jest doskonałym pretekstem, aby je rozwijać nie przejmując się za nadto kosztami. Wykorzystują to niektóre przedsiębiorstwa dostosowując swoje produkty i przekaz promocyjny do pragnień potencjalnego klienta – kolekcjonera. Stąd też na rynku pojawiają się limitowane edycje zegarków Swatch, zapalniczek Zippo czy krótkie serie figurek z jajek niespodzianek. Firmy te kreują popyt na swoje produkty wspierając rozwój klubów kolekcjonerskich, promując książki dla kolekcjonerów czy budując społeczności i infiltrując je marketingiem szeptanym. Najtrudniejsze są początki, później spirala nakręca się sama.


Choć przyjemność jest podstawowym motywem kolekcjonowania, to pieniądz odgrywa bardzo istotną rolę, ponieważ ukierunkowuje i ogranicza. To cena najczęściej spowalnia proces zdobywania nowych pozycji w kolekcji i decyduje o tym co kolekcjonujemy. Co by było gdyby kapitał nie odgrywał żadnej roli? Czy kolekcjonowanie byłoby tak samo pasjonujące? Brak wyzwania ograniczonego kapitału i procesu poszukiwania wynagradzającego cierpliwość kolekcjonera mógłby w pewnym sensie wyjałowić radość kolekcjonerstwa. Czym byłoby ono, gdyby nie wyzwanie pokonywania ograniczeń? Obawiam się, że jedynie codzienną aktywnością, pracą obdartą z emocji i uczuć. Być może dlatego grubość portfela ma przemożny wpływ na rodzaj i styl kolekcjonerstwa. W końcu nie każdy może pozwolić sobie na stworzenie kolekcji klasycznych samochodów, dlatego większość motoryzacyjnych fanów (kto do nich nie należy?!) musi zadowolić się ich replikami.

Aspekt inwestycyjny bywa idealnym argumentem, dla którego kolekcjoner musi nabyć daną rzecz. Pamiętać jednak należy, że nie zwalnia to kolekcjonera od myślenia i mimo, że zakup wydaje się być ekonomicznie uzasadniony, to rynek boleśnie weryfikuje każde błędne założenie. Przyszłości nie sposób jest w pełni przewidzieć, stąd tylko część prognoz może się sprawdzić. Ponadto rynek inwestycji emocjonalnych jest rynkiem mało płynnym, dlatego kolekcjoner musi liczyć się  tym, że spieniężenie mniej pożądanych w kolekcji przedmiotów wymagać będzie czasu – miesięcy a nawet lat.

Zasadniczo świadomość ekonomicznych przesłanek biorących się z kolekcjonerstwa przychodzi dość szybko. Z czasem nabieramy doświadczenia i rozeznania rynku, szczególnie przy powtarzających się transakcjach w czasie. Tworzona kolekcja ma też to do siebie, że składa się z przedmiotów, których nie używamy; wszystko jest skrzętnie przechowywane, konserwowane, tak więc kolekcja może być swoistym sposobem na dywersyfikację majątku i jego tezauryzację. Problemem na niektórych rynkach są natomiast  nieuczciwi sprzedawcy oraz falsyfikaty, które mogą być zarówno kosztowne, jak i zniechęcające dla kolekcjonera. Niestety, również negatywne emocje są częścią tego fachu – byle nie było ich zbyt wiele i aby nie występowały w seriach.

Obok konsumentów i inwestorów, kolekcjonerzy pełnią również często rolę sprzedawców, a więc stanowić mogą konkurencję (rynek wtórny) dla firm trudniących się tworzeniem i dystrybucją przedmiotów typowo kolekcjonerskich, do których zaliczyć można m.in. modele samochodów, numizmaty czy porcelanowe figurki. Wiele mamy też przykładów na to, jak przedsiębiorstwa wypuszczając krótkie serie wykorzystują w celach marketingowych wędki na kolekcjonerów, na co najbardziej narażeni są rodzice i dzieci. Nic dziwnego, że tak popularne są/były jajka niespodzianki, chipsy z tazo, stikeez z lidla, gumy do żucia z historyjkami czy  happy meal z McDonald's.

Generalnie dobrze jest mieć ogólny obraz rynku, na którym jesteśmy aktywni. Warto również samemu zastanowić się nad kwestią konsumpcji i inwestycji w kontekście własnej kolekcji. Pozwoli to na lepsze zabezpieczenie własnej przyszłości i zmniejszenie losowości kolekcji.

sobota, 20 grudnia 2014

Oda do kolekcjonera

W latach młodości wiele godzin poświęciłem na tworzenie poezji. Był to czas kreatywny a romantyzm przeplatał się wówczas z brutalną rzeczywistością. Kilka dni temu postanowiłem napisać coś jeszcze, tym razem poświęconego kolekcjonerom i ich kolekcji. Mam nadzieję, że odnajdziecie coś dla siebie. Wiersz ten jest daleki od doskonałości i ukończenia, dlatego jestem otwarty na Wasze pomysły, za które dziękuję.

Był sobie raz kolekcjoner niezwykły
co pieniądze i czas na rzeczy wymieniał
gdyż wśród kolekcji czuł się w pełni bezpieczny
to w niej przecież porządek i sens odkrywał

na wczasy nie jeździł, oszczędzał
żył skromnie i ciężko pracował
lokalne targi staroci, wyprzedaże garażowe
to na nich będąc czuł się w swoim żywiole

negocjował i kupował, kolekcję powiększał
świat przedmiotów mu drogich upiększał
licytował z pasją, w gorączce snajpera
cel swój starannie i długo namierzał

gdy kolejny okaz w kolekcji się pojawia
w szeregu dumnie swe pionki wystawia
szachownica swą wyjątkową wartością zachwyca
sentyment i dumę kolekcjonerowi przemyca

w domowym zaciszu nad kolekcją się pochylał
w pocie czoła jej fragmenty układał
danych i informacji zewsząd wyszukiwał
i z precyzją naukowca opisywałt

trofea czułą opieką i sentymentem otacza
każdemu szczególne miejsce w witrynie wskazuje
z  śmiechem i skromnością mędrca zaznacza
że chętnie na nie zaoszczędzony grosz wydaje
 
życie bez błogiego zbieractwa byłoby możliwe
lecz kolekcjoner do takiej uwagi się nie kwapi
jest to zajęcie szczytne i historycznie troskliwe
istnieje też szansa, że jego piękno ten świat zbawi
 
czym byłoby życie kolekcjonera bez jego błogiego zajęcia
talią bez króla, krówką bez mleka, tygodniem bez niedzieli
księżycem nigdy w pełni, sportem bez rywalizacji i zacięcia
poświęć więc chwilę i pozdrów tych wiecznych marzycieli

sobota, 13 grudnia 2014

Pasja i dylemat Paszczaka

Jakiś czas temu miałem okazję wygłosić wykład oraz poprowadzić warsztaty dla dzieci poświęcone kolekcjonerstwu. Najmłodszej grupie odczytałem poniższy fragment, lubianej przez wiele dzieci, opowieści o Muminkach. Następnie dzieciaki miały za zadanie zastanowić się, co mógłby kolekcjonować Paszczak i narysować trzy propozycje nowej kolekcji. Pomysły dzieci były arcyciekawe, podobnie zresztą jak wykonanie. Kolejne pomysły, jak rozwijać kolekcjonerską świadomość u dzieci już wkrótce! Tymczasem zachęcam do przeczytania poprzedniego wpisu o kolekcjonerstwie wśród dzieci. 

 

(...) Paszczak szedł z założonymi do tyłu rękoma i ze wzrokiem wbitym w ziemię. Muminek i Panna Migotka zgrabnie podjechali do niego z obu stron i jednocześnie zawołali: "Dzień dobry!"
- Ach! - krzyknął Paszczak. - Jakżeście mnie przestraszyli! Nie powinniście mnie tak zaskakiwać. Szkodzi mi to na serce.
- Ach, przepraszam - powiedziała Panna Migotka. - Czy wiesz, na czym jedziemy?
- Coś nadzwyczajnego! - powiedział Paszczak. - Ale tak się przyzwyczaiłem do tego, że robicie nadzwyczajne rzeczy, że nic mnie już nie zdziwi. Poza tym czuję się dziś bardzo nieswojo - dodał.
- Dlaczego? - spytała Panna Migotka ze współczuciem. - W taki piękny dzień?
Paszczak potrząsnął głową. - I tak nie zrozumielibyście mnie - powiedział.
- Postaramy się - powiedział Muminek. - Czy znowu zgubiłeś jakiś rzadki znaczek?
- Przeciwnie - odpowiedział Paszczak ponuro. - Mam wszystkie. Wszystkie, co do jednego. Mój zbiór znaczków jest skompletowany. Niczego w nim nie brak.
- No, więc? Czemu się smucisz? - powiedziała Panna Migotka chcąc dodać mu otuchy.
- Powiedziałem przecież, że nigdy mnie nie zrozumiecie - mruknął Paszczak.
Muminek i Panna Migotka spojrzeli na siebie zatroskani. Przyhamowali trochę swoje obłoczki, by nie drażnić Paszczaka, i jechali tuż za jego plecami. Szedł wciąż przed siebie, a oni czekali, aż powie, co mu leży na sercu.
- Ha! Beznadziejne to wszystko! - zawołał w końcu Paszczak. A po chwili dodał: - Co to wszystko warte? Możecie wziąć mój zbiór znaczków na makulaturę!
- Ach! - zawołała Panna Migotka przerażona. - Nie mów takich rzeczy! Twój zbiór znaczków jest najpiękniejszy na świecie!
- Otóż to właśnie - powiedział Paszczak z rozpaczą. - Jest skompletowany! Nie ma takiego znaczka na świecie z błędem czy bez, którego nie posiadałbym w swoim zbiorze. Ani jednego! Co teraz pocznę!
- Zdaje mi się, że zaczynam rozumieć - stwierdził Muminek po głębokim namyśle. - Nie jesteś już zbieraczem. Jesteś tylko posiadaczem, a to wcale nie jest równie przyjemne.
- Tak - rzekł Paszczak z ciężkim westchnieniem. Stanął odwracając się do nich pofałdowaną w smutku twarzą. - To wcale niewesołe!
- Kochany Paszczaku - odezwała się Panna Migotka gładząc go ostrożnie po łapce - mam myśl! Może byś zaczął zbierać coś zupełnie innego, coś całkiem nowego?
- To rzeczywiście dobry pomysł - przy-znał Paszczak. Twarz miał jednak wciąż jeszcze pofałdowaną, ponieważ uważał, że nie wypada robić rozradowanej miny tak zaraz po tak wielkim smutku.
- Może by na przykład motyle? - zaproponował Muminek.
- To niemożliwe - odpowiedział Paszczak i zasępił się. - Zbiera je mój kuzyn ze strony ojca, a ja go nie znoszę.
- A może zdjęcia gwiazd filmowych? - podsunęła mu myśl Panna Migotka.
Paszczak w odpowiedzi prychnął tylko z pogardą.
- Może klejnoty? - doradzała dalej Panna Migotka. - Taka kolekcja nigdy nie ma końca. - Eh! - odparł Paszczak z niechęcią. - No, to już doprawdy nie wiem co - westchnęła Panna Migotka.
- Wymyślimy coś dla ciebie - pocieszał go Muminek. - Mamusia z pewnością będzie wiedziała. - Ale, ale... czy nie widziałeś czasem Piżmowca?
- Śpi jeszcze - odpowiedział Paszczak z żalem w głosie. - Powiedział, że nie ma żadnej potrzeby wstawać tak wcześnie, i myślę, że miał rację.
Powiedziawszy to, Paszczak podjął swoją samotną wędrówkę. Muminek i Panna Migotka skierowali swoje obłoczki ponad wierzchołki drzew i kołysząc się lekko, szybowali w blasku słońca. Rozmyślali wciąż nad tym, co Paszczak mógłby zbierać.
- Może ślimaki? - zastanawiała się Panna Migotka.
- Albo może guziki od spodni? - powiedział Muminek (...)


Fragment pochodzi z książki pt. W Dolinie Muminków autorstwa Tove Jansson; przekład Irena Szuch-Wyszomirska. Więcej na temat kolekcjonerskiej pasji Paszczaka i Wiercipiętka w książce „Kometa nad Dolina Muminków” oraz „Pamiętniki Tatusia Muminka” autorstwa T. Jansson!  

poniedziałek, 24 listopada 2014

Przemyślenia kolekcjonera: Prywatne muzea i wirtualne kolekcje

Tysiące mniejszych bądź większych prywatnych kolekcji rozsianych po Polsce i świecie rzadko kiedy prezentowana jest szerszej publiczności. Większość z nich dociera wyłącznie do bliskiego kręgu kolekcjonera – rodziny i  odwiedzających go znajomych. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, choć za najczęstszy problem można uznać skromny zbiór i niedostateczne warunki ekspozycyjne, w tym obawa przed potencjalnymi złodziejami. Współcześnie pewnym niskokosztowym rozwiązaniem jest wykorzystanie Internetu i stworzenie zbioru wirtualnego, gdzie pierwsze skrzypce grają zdjęcia i opisy eksponatów. Ta forma prezentacji niewątpliwie ogranicza pełne zmysłowe poznanie kolekcji jednak ma swoje niekwestionowane zalety, a mianowicie:
  • umożliwia nieograniczony czas zwiedzania 24/7,
  • ułatwia komunikację pomiędzy kolekcjonerami czy pasjonatami,
  • stanowi często jedyną szansę zaistnienia kolekcji i kolekcjonera w zbiorowej świadomości,
  • pozwala zwiększyć zasięg/popularność kolekcji, choć wiele zależy od środków finansowych na promocję, jakości kolekcji i formy ekspozycji oraz popularności dyscypliny kolekcjonerskiej,
  • pozwala szybko dotrzeć i pogłębić wiedzę z zakresu danej kolekcji, choć wiele zależy od opisu kolekcji, eksponatów i jakość zdjęć,
  • pozwala łatwo katalogować zbiory, dowolnie je segregować, odpowiednio otagowywać itp.,
  • niskie koszty prezentacji kolekcji.
Od kolekcjonera i jego koncepcji zależeć będzie czy wybierze gotowe rozwiązanie w postaci serwisów umożliwiających prezentację wirtualnych kolekcji czy też zdecyduje się na krok zbudowania własnej strony internetowej umożliwiającej mu większą elastyczność i niezależność. Osobiście wybrałem to drugie rozwiązanie, choć potencjał rozwoju platform kolekcjonerskich oceniam jako duży i gdyby tylko odpowiadały mi warunki na nich panujące to zdecydowałbym się również na to rozwiązanie.

 
Technologia  idzie do przodu, całkowite zwirtualizowanie własnej domowej kolekcji jest kwestią czasu. Przedsmakiem możliwości są stacjonarne muzea/galerie w wirtualnej ich odsłonie. Przykładem niech będzie tu projekt google'a "Cultural Institute", w którym to wiele instytucji kulturalnych oferuje zwiedzającym swoje kolekcje. Można nie tylko zwiedzić galerię sztuki czy muzeum, ale również poznać szczegóły każdego eksponatu z osobna – szczególnie polecam dzieła oznaczone "Gigapixel", co oznacza bardzo dużą elastyczność w skalowaniu danego dzieła i zobaczenia nawet najmniejszego paprocha  (vide obraz Konstantina Makovskiego pt. "A Boyar Wedding Feast" (1883)

Specjalnych platform, na których można prezentować swoje zbiory jest niewiele. Na rynku polskim wyróżnić należy MyViMu, który to serwis umożliwia tworzenie własnych wirtualnych muzeów z podziałem na kolekcje. Mimo wielu funkcji, najważniejsza kwestia, a więc graficzna prezentacja eksponatów pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowanie lepiej pod tym kątem wypada pinterest, który również może być potraktowany przez kolekcjonerów jako alternatywne narzędzie prezentacji zbiorów, tym bardziej, że ma globalny i dużo większy zasięg niż lokalny MyViMu (według alexa.com 26 miejsce vs 564108 w rankingu światowym stron internetowych), choć pod kątem funkcjonalności jest uboższe niż MyViMu.  


MyViMu próbuje zagospodarować ważną, w mojej ocenie, niszę, jednak obecny kształt serwisu wymaga poważnego przemyślenia. Kilka rzeczy może bowiem działać na użytkownika zniechęcająco. Po pierwsze, MyViMu umieszcza na każdym zdjęciu eksponatu własny znak wodny. Ponadto niektóre zapisy regulaminu są dość kuriozalne. Na przykład zabrania się "prowadzenia działań i publikacji treści mających na celu deprecjonowanie Serwisu oraz naruszanie dobrego imienia Właściciela Serwisu" – taki zapis ma niewątpliwie charakter uznaniowy i można zaryzykować, że wolność słowa kolekcjonerów jest ograniczana i że konstruktywna krytyka może skutkować usunięciem naszego zbioru z takiego serwisu. Nie podoba mi się również komercyjny zapis mówiący o tym, że zabrania się: "promowania za pośrednictwem Serwisu innych stron lub usług, bez zgody Właściciela Serwisu również rejestracji loginów w postaci adresu www" uznaję za krzywdzący dla osób mających tak jak ja swój własny blog. Czekam więc na pojawienie się atrakcyjnej alternatywy.

Koniec końców, wirtualna prezentacja zbiorów powinna stanowić dopełnienie fizycznej kolekcji, a nie ją zastępować. Brakuje w przestrzeni publicznej miejsca, w którym kolekcjonerzy różnych dziedzin mogliby wystawiać swoje kolekcje nie martwiąc się przy tym o ubezpieczenie swoich zbiorów i dając szansę innym na jej zobaczenia. Inicjatywa powinna mieć charakter oddolny i prywatny. Obawiam się jednak, że obecnie panująca biurokracja oraz wysokie podatki od nieruchomości dla firm skutecznie ją blokują. W tym przypadku zbiór umieszczony w Internecie to bardzo kuszące rozwiązanie.

niedziela, 16 listopada 2014

Kolekcja solniczek w Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce

Dzisiaj, w dzień wyborczy i wolny od pracy, wybrałem się wraz ze swoją rodziną do Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce. Gwoździem programu była stała wystawa kolekcji solniczek  mieszcząca się na pierwszym piętrze najstarszej (środkowej) części Zamku Żupnego, który od końca XIII w. do 1945 roku był siedzibą zarządu krakowskich żup, czyli kopalni i warzelni soli w Bochni i Wieliczce.


Jak można przeczytać na oficjalnej stronie muzeum:
Muzeum gromadzi solniczki od 1972 r. w ostatnim okresie zwracając uwagę przede wszystkim na cenne i wyjątkowe obiekty. Obecnie kolekcja solniczek liczy ok. 500 zabytków, powstałych od XVII w. do czasów współczesnych. Obejmuje solniczki wykonane z porcelany, srebra, cyny, szkła, drewna i fajansu, jak również z rzadziej stosowanych materiałów, np. kości, kwarcu i macicy perłowej. W bardzo zróżnicowanym zbiorze znajdują się solniczki pojedyncze, występujące parami, w kompletach do przypraw, a także pochodzące z zastaw stołowych. Są to głównie wyroby znanych europejskich wytwórni: niemieckich, rosyjskich, francuskich, angielskich, austriackich i polskich. Dzieła barokowe, klasycystyczne, empirowe, secesyjne i współczesne pozwalają prześledzić zmiany form solniczek w różnych wiekach.
Przyznacie, że opis wystawy jest na tyle zachęcający, że ściągnąłby kolekcjonera z najdalszego zakątka Polski. No, może z Małopolski. Na pewno zawiera wiele atrakcyjnych słów kluczowych. W rzeczywistości jednak kolekcja jest nad wyraz skromna. Zawiera się w jednym pomieszczeniu i składa się nie z 500 eksponatów, a tylko ze 184. Łatwo można było to obliczyć, bo każdy eksponat jest numerowany i bardzo skromnie opisany. Rozumiem jednak, że kurator liczył osobno pary, łyżeczki do soli, podstawki itp., choć nie stanowiłyby one wówczas całości. Owszem, kilka solniczek wyjątkowo mi się podobały, ale nie można ich uznać za unikatowe. Szacuję, że potrzebowałbym około roku, aby podobną, a nawet ciekawszą kolekcję stworzyć a jej koszt wyniósłby 55-75 tys. zł. Jestem więc zawiedziony, choć takie wypady zawsze inspirują i ukierunkowują własną kolekcję.







środa, 5 listopada 2014

Wywiad: Joanna Chyła i jej kolekcja solniczek

Chciałbym się z Wami podzielić moim najnowszym odkryciem, a mianowicie sylwetką oraz kolekcją Pani Joanny Chyły z Sopotu. Kolekcja Pani Joanny liczy obecnie ponad 2600 sztuk solniczek pochodzących z kilkudziesięciu różnych krajów. Solniczki stare i nowe wykonane z porcelany, porcelitu, szkła, plastiku, drewna i metalu. Kolekcja pięknie wyeksponowana, tematycznie uporządkowana, dostępna dla ciekawych jest efektem niemal 35 lat zbierania.

Poniżej krótki wywiad z Panią Joanną. Dziękuję za poświęcony czas i ciekawą historię Pani Joanno!

—  Kiedy i jak zrodziła się w Pani pasja kolekcjonowania solniczek? Czy pamięta Pani swoją pierwszą solniczkę w kolekcji?
— Moja kolekcja miała początek w 1980 roku, dokładnie w sierpniu, jak powstała Solidarność. Opowiem jak było, poszłam na spacer z przyjaciółką, przechodziłyśmy koło kiosku ruchu, do którego następnie weszłyśmy. Na półce stały figurki i świnki. Pytam Pani co to jest. Pada  odpowiedź – solniczki. Był to chłop i kobitka, no i świnka. Od tego się zaczęło a chłop i kobitka otrzymali imiona - Adam i Ewa. Wyglądali jak pierwotni ludzie, z listkiem na intymnych miejscach. Wówczas nie było żadnych solniczek, a te wyjątkowo mi się spodobały. Były po prostu inne, ciekawe. Potem gdzieś pojechałam na wakacje, następne kupiłam w Cepelii w Kazimierzu Dolnym. Przywiozłam je do domu i tak było już ich kilka. Rodzina podpatrzyła rosnącą kolekcję i również przywiozła kilka egzemplarzy jeżdżąc po Polsce. Jak było ich coraz więcej, to zaczęłam chodzić na rynek w Sopocie i kupowałam, a pasja to taka, że jak zobaczyłam jakąś figurkę, kaczkę zwierzaka i tak dalej, to tylko sprawdzałam czy ma dziurki i koreczek. Chodziłam na ten rynek w każdy dzień targowy; nazwali mnie solniczką.

Solniczki pochodzą nie tylko z rynku, bowiem gdziekolwiek wyjeżdżałam, to zawsze przywoziłam ze sobą solniczki. Był czas, że jeździłam do Niemiec wtedy RFN. Tam również chodziłam na tzw. flohmarkty i kupowałam solniczki. Bardzo się cieszyłam, że kolekcja się powiększa; uwielbiałam je oglądać zanim wróciłam do domu. W domu zaś mąż musiał się nagłowić w jaki sposób te solniczki wyeksponować.

Nie tylko ja kupowałam solniczki. Robiła to cała rodzina, znajomi, znajomi dzieci. Jak tylko ktoś się dowiedział, że je zbieram to starał się mi coś kupić, przywieźć z podróży. Do mojej kolekcji przyczyniło się bardzo wiele osób.


—  Jakie solniczki z Pani zbioru są dla Pani szczególnie ważne?
—  Solniczki dla mnie szczególnie ważne oznaczone są na mojej stronie [http://www.solniczki.pl] symbolem "naj" i jest ich około stu. Solniczki są przeważnie porcelanowe, wykonane z kamionki i porcelitu. Są też szklane, drewniane, stalowe, platerowe i srebrne. Jest też trochę starych, ale na tym się nie znam, jakie mają pochodzenie i czy są wartościowe.

—  Czy poza solniczkami coś jeszcze Pani kolekcjonowała/kolekcjonuje?
— Nic innego poza solniczkami nie kolekcjonuję; nie starczyłoby miejsca na coś jeszcze, a i tak nie mam już miejsca na nowe solniczki.

—  Jak Pani bliscy odnoszą się do Pani kolekcji solniczek? Jak zmieniało się ich podejście do niej z perspektywy czasu?
— Rodzina moja jest zadowolona, że mają taką kolekcjonerkę. To oni mnie namówili, abym zgłosiła się z moją kolekcją do Guinnessa, co zresztą powiodło się dwa razy. Szczególnie jestem dumna z drugiego rekordu, który został wpisany do Księgi Guinnessa na jej 50-lecie. Oni sami do mnie napisali, że jeżeli się moja kolekcja powiększyła, to proszą o przesłanie wszystkiego jak na zasadach, co poprzednio. Zrobiłam wszystko co trzeba, no i jestem w złotej księdze Guinnessa. Był to był rok 2005. 

Poza tym mój zięć trzy lata temu założył mi stronę internetową, gdzie widnieje cała moja kolekcja. Jeśli pojawiają się kolejne solniczki wówczas robię zdjęcia i dodaję je do kolekcji na stronie. Wszyscy mówią, żebym się nie przejmowała, że ktoś w Ameryce ma więcej; ty za to masz najwięcej w Europie i Polsce - podkreślają.

—  A jak dokładniej wyglądała procedura zgłaszania i weryfikowania rekordu przez zespół Guinnessa?
— Jeśli chodzi o Guinnessa to wchodziło w to liczenie solniczek przez dwie niezależne osoby, ale ważne z pieczęcią i stanowiskiem. Oczywiście zdjęcia; za pierwszym razem na płytce. Opisane wszystkie solniczki, łącznie z podanie ich źródła, tak jak jest to na mojej stronie. Dodatkowo dwie publikacje z gazety lub TV. Te z gazety były przetłumaczone. Wykaz solniczek musiał być również w języku angielskim.

—  Czy zna Pani innych kolekcjonerów tego typu przedmiotów?
— Nie spotkałam się, żeby ktoś akurat zbierał solniczki. Znam za to kolekcjonerów, którzy zbierają dzwonki, żelazka, dziadki do orzechów. Znajoma np. zbiera wszystko co jest związane z lwem.

— Co mogłaby Pani doradzić początkującemu kolekcjonerowi?
— Początkujący kolekcjoner musi mieć pasję, to bardzo pomaga.

— Czy ma Pani jakieś marzenie związane z kolekcją, które chciałaby Pani spełnić?
— Chciałabym, aby moja kolekcja nie została zaprzepaszczona jak po mnie zostanie.

Na koniec mini-reportaż TVP Gdańsk w formie wideo, w którym w całej okazałości można podziwiać kolekcję Pani Joanny. Obiecuję, że jak będę w Sopocie, to odwiedzę Panią Joannę i wykonam zdjęcia jej kolekcji.

piątek, 24 października 2014

Przemyślenia kolekcjonera: Zmieniając postać rzeczy

W poprzednich przemyśleniach wspomniałem już o tym, że kolekcjonerstwo skupia się wokół fizycznie istniejącego przedmiotu. Idźmy zatem dalej. Ów przedmiot codziennego użytku, wytwór ludzki, fragment przyrody za sprawą człowieka zmienia swoją pierwotną funkcję stając się przedmiotem kolekcjonerskiej pasji angażującej czas, pieniądze oraz myśli i emocje. I choć człowiek oszukał przeznaczenie przedmiotu to dzięki niemu zyskało ono podziw i rodzinę. Przedmiot stanął na muzealnym piedestale i stał się częścią zbioru wypełniającego osobistą przestrzeń życiową kolekcjonera i często oddziaływającą na jego bliskich. I choć zmieniono postać rzeczy, to nie wyrwano jej z korzeniami. Wręcz przeciwnie – kolekcjoner odtwarza kontekst i historię życia przedmiotów zwracając przy tym baczną uwagę na wszelkie niuanse i pokrewieństwa.


I choć sprawcą wszechrzeczy jest Bóg, to to co pcha człowieka w rozwijaniu kolekcji to ta wewnętrzna ciekawość eksploracyjna połączona z imperatywem poszukiwania związków i dążeniem do możliwie różnorodnej pełni. A żeby nie było zbyt metafizycznie, to człowiek ma skłonność do samowarunkowania, w którym każdy przejaw wzrostu i rozwoju kolekcji tożsamy jest z nagrodą, a więc zalewającą nasz umysł falą endorfin. I pod tym kątem niewiele różnimy się od zakupoholików i innych chochlików. Uzależniamy od siebie przedmioty i jednocześnie uzależniamy się od nich. Jest to symbioza i choć niedoskonała to jakże przyziemna i ludzka.

Jedną z kluczowych myśli, jaka przyświeca kolekcjonerowi to ocalić przedmiot od zapomnienia i zniszczenia. Przedmiotom ofiarowywane jest nowe życie, jakże odmienne od dotychczasowego. Niedotykalskie, ale podziwiane. Mam jednak nadzieję, że w niebie nie będziemy zamykani w klaserach, gablotkach czy witrynach. Kolekcjonerstwo pomaga ocalić od zapomnienia przedmioty, ale daje – nam osobiście – szansę zapomnieć, odstresować od pędzącego złożonego życia dziejącego się ponad to. Kolekcja daje nam poczucie kontroli i bezpieczeństwa. Staje się naszym schronieniem.