Natknąłem się dziś na ciekawy film dokumentujący skrajne formy kolekcjonerstwa. Przedstawiono takie problemy jak fetysz, obsesja i syllogomania. Najbardziej zaciekawił mnie przypadek Brytyjczyka, którego życie bezsprzecznie zdominowała kolekcja. Spektrum jego kolekcji jest bardzo szerokie, a tematem przewodnim są ptaki w różnej postaci – naklejek, ubrań, mebli, talerzy, figurek, naparstków, przycisków do papieru oraz wielu innych przedmiotów dekoracyjnych i codziennego użytku. Jego kolekcja robi wrażenie. Cały jego dom stał się miejscem ekspozycji potężnej kolekcji ptaków przez co m.in. jego kuchnia przestała pełnić swoją pierwotną funkcję. Stołuje się u rodziców a wolny czas spędza na ekspansji swojej kolekcji, jej czyszczeniu, przestawianiu i podziwianiu. Zachęcam do obejrzenia tego na własne oczy. Materiał wymaga znajomości języka angielskiego.
Łyżeczka do soli to przedmiot niezwykle czarujący, piękny, a przecież współcześnie zaniedbany i przez wielu zapomniany. Wdzięczny w swej użytkowej prostocie, a jednak przyciągający swym bogactwem form i zdobień. Łyżeczki do soli są małe, nie zajmują dużo miejsca i pozwalają się łatwo eksponować. Ten blog traktuje o kolekcjonerskiej pasji do tych właśnie przyziemnych bibelotów.
niedziela, 25 stycznia 2015
piątek, 16 stycznia 2015
Łyżeczka do soli, Australia, Mytton Rodd Ltd, 1983
Niżej opisywana srebrna łyżeczka została wykonana w manufakturze Mytton Rodd w Melbourne w Australii. Jest częścią kolekcji opracowanej przez Franklina Minta w latach 1983-1984. Znaki na srebrze zostały wybite z tyłu i obejmują: 'C', '83' 'FM', 'RODD' i znak próby '.925'.
Wzór łyżeczki to 'Camille' (rumianek). Kolekcja nazwana została wymownie "Silver Spoons of the World's Greatest Silvermiths", czyli "srebrne łyżeczki największych złotników na świecie". Trudno określić, kiedy powstał jej pierwowzór, choć stawiam, że w latach 30. XX wieku.
Łyżeczka ma całkowitą długość 63 mm. Szerokość czerpaka wynosi natomiast 13 mm. Łyżeczkę dobrze trzyma się w ręce, waży 5,2 grama.
sobota, 10 stycznia 2015
Łyżeczka do soli, Kanada, Henry Birks and Sons, 1940
Kolejna łyżeczka powstała w znanej na całym świecie manufakturze Birks, która od 1879 znajduje się w Montrealu (Quebec) w Kanadzie. Wzór łyżeczki to tzw. "American Classic".
Długość łyżeczki to 70 mm, natomiast czerpak w najszerszym miejscu ma 15 mm. Waga wynosi 5,4 grama. Na spodniej stronie widnieje napis "Birks Sterling Canada", obok którego znajdują się znaki wytwórcy oraz literka umożliwiająca identyfikację roku produkcji. W tym przypadku jest to rok 1940.
środa, 7 stycznia 2015
Łyżeczka do soli, Norwegia, David Andersen, 1983
Dzisiaj dotarły do mnie cztery łyżeczki do soli, które kupiłem od pana Leszka na allegro. Każda pochodzi z innego miejsca na świecie. Pierwsza z nich została wykonana w znanej norweskiej manufakturze 'David Andersen', która mieści się obecnie w Oslo w Norwegii. Historia firmy biegnie od 1876 roku przez wiele istotnych dla sztuki użytkowej epok i w każdej z nich David Andersen odcisnął swoje piętno.
Łyżeczka posiada kilka oznaczeń, w tym nazwę wytwórcy D-A (David Andersen), państwa (Norway), próby (Sterling 925S) oraz C 83. Waga wynosi 4,3 grama a długość 61 mm. Szerokość czerpaka to 14 mm w najszerszym miejscu. Jest to łyżeczka dość nietypowa, z dość grubą i obłą rączką. Na czerpaku natomiast widnieje bratek. Łyżeczka wykonana została w 1983 roku, a jej pierwotna wersja najprawdopodobniej w latach 1910-1930.
sobota, 3 stycznia 2015
Przemyślenia kolekcjonera: Kolekcjonerstwo – konsumpcja czy inwestycja?
Z ekonomicznego punktu widzenia kolekcjonerstwo może być traktowane zarówno jako szczególna forma konsumpcji, jak i inwestycji. Często jest tak, że kolekcjoner uzasadnia swój kolejny zakup tym, że wartość nabywanego przedmiotu w przyszłości wzrośnie. Traktowanie swojego hobby jako inwestycji jest doskonałym pretekstem, aby je rozwijać nie przejmując się za nadto kosztami. Wykorzystują to niektóre przedsiębiorstwa dostosowując swoje produkty i przekaz promocyjny do pragnień potencjalnego klienta – kolekcjonera. Stąd też na rynku pojawiają się limitowane edycje zegarków Swatch, zapalniczek Zippo czy krótkie serie figurek z jajek niespodzianek. Firmy te kreują popyt na swoje produkty wspierając rozwój klubów kolekcjonerskich, promując książki dla kolekcjonerów czy budując społeczności i infiltrując je marketingiem szeptanym. Najtrudniejsze są początki, później spirala nakręca się sama.
Choć przyjemność jest podstawowym motywem kolekcjonowania, to pieniądz odgrywa bardzo istotną rolę, ponieważ ukierunkowuje i ogranicza. To cena najczęściej spowalnia proces zdobywania nowych pozycji w kolekcji i decyduje o tym co kolekcjonujemy. Co by było gdyby kapitał nie odgrywał żadnej roli? Czy kolekcjonowanie byłoby tak samo pasjonujące? Brak wyzwania ograniczonego kapitału i procesu poszukiwania wynagradzającego cierpliwość kolekcjonera mógłby w pewnym sensie wyjałowić radość kolekcjonerstwa. Czym byłoby ono, gdyby nie wyzwanie pokonywania ograniczeń? Obawiam się, że jedynie codzienną aktywnością, pracą obdartą z emocji i uczuć. Być może dlatego grubość portfela ma przemożny wpływ na rodzaj i styl kolekcjonerstwa. W końcu nie każdy może pozwolić sobie na stworzenie kolekcji klasycznych samochodów, dlatego większość motoryzacyjnych fanów (kto do nich nie należy?!) musi zadowolić się ich replikami.
Aspekt inwestycyjny bywa idealnym argumentem, dla którego kolekcjoner musi nabyć daną rzecz. Pamiętać jednak należy, że nie zwalnia to kolekcjonera od myślenia i mimo, że zakup wydaje się być ekonomicznie uzasadniony, to rynek boleśnie weryfikuje każde błędne założenie. Przyszłości nie sposób jest w pełni przewidzieć, stąd tylko część prognoz może się sprawdzić. Ponadto rynek inwestycji emocjonalnych jest rynkiem mało płynnym, dlatego kolekcjoner musi liczyć się tym, że spieniężenie mniej pożądanych w kolekcji przedmiotów wymagać będzie czasu – miesięcy a nawet lat.
Zasadniczo świadomość ekonomicznych przesłanek biorących się z kolekcjonerstwa przychodzi dość szybko. Z czasem nabieramy doświadczenia i rozeznania rynku, szczególnie przy powtarzających się transakcjach w czasie. Tworzona kolekcja ma też to do siebie, że składa się z przedmiotów, których nie używamy; wszystko jest skrzętnie przechowywane, konserwowane, tak więc kolekcja może być swoistym sposobem na dywersyfikację majątku i jego tezauryzację. Problemem na niektórych rynkach są natomiast nieuczciwi sprzedawcy oraz falsyfikaty, które mogą być zarówno kosztowne, jak i zniechęcające dla kolekcjonera. Niestety, również negatywne emocje są częścią tego fachu – byle nie było ich zbyt wiele i aby nie występowały w seriach.
Obok konsumentów i inwestorów, kolekcjonerzy pełnią również często rolę sprzedawców, a więc stanowić mogą konkurencję (rynek wtórny) dla firm trudniących się tworzeniem i dystrybucją przedmiotów typowo kolekcjonerskich, do których zaliczyć można m.in. modele samochodów, numizmaty czy porcelanowe figurki. Wiele mamy też przykładów na to, jak przedsiębiorstwa wypuszczając krótkie serie wykorzystują w celach marketingowych wędki na kolekcjonerów, na co najbardziej narażeni są rodzice i dzieci. Nic dziwnego, że tak popularne są/były jajka niespodzianki, chipsy z tazo, stikeez z lidla, gumy do żucia z historyjkami czy happy meal z McDonald's.
Generalnie dobrze jest mieć ogólny obraz rynku, na którym jesteśmy aktywni. Warto również samemu zastanowić się nad kwestią konsumpcji i inwestycji w kontekście własnej kolekcji. Pozwoli to na lepsze zabezpieczenie własnej przyszłości i zmniejszenie losowości kolekcji.
sobota, 20 grudnia 2014
Oda do kolekcjonera
W latach młodości wiele godzin poświęciłem na tworzenie poezji. Był to czas kreatywny a romantyzm przeplatał się wówczas z brutalną rzeczywistością. Kilka dni temu postanowiłem napisać coś jeszcze, tym razem poświęconego kolekcjonerom i ich kolekcji. Mam nadzieję, że odnajdziecie coś dla siebie. Wiersz ten jest daleki od doskonałości i ukończenia, dlatego jestem otwarty na Wasze pomysły, za które dziękuję.
Był sobie raz kolekcjoner niezwykły
co pieniądze i czas na rzeczy wymieniał
gdyż wśród kolekcji czuł się w pełni bezpieczny
to w niej przecież porządek i sens odkrywał
na wczasy nie jeździł, oszczędzał
żył skromnie i ciężko pracował
lokalne targi staroci, wyprzedaże garażowe
to na nich będąc czuł się w swoim żywiole
negocjował i kupował, kolekcję powiększał
świat przedmiotów mu drogich upiększał
licytował z pasją, w gorączce snajpera
co pieniądze i czas na rzeczy wymieniał
gdyż wśród kolekcji czuł się w pełni bezpieczny
to w niej przecież porządek i sens odkrywał
na wczasy nie jeździł, oszczędzał
żył skromnie i ciężko pracował
lokalne targi staroci, wyprzedaże garażowe
to na nich będąc czuł się w swoim żywiole
negocjował i kupował, kolekcję powiększał
świat przedmiotów mu drogich upiększał
licytował z pasją, w gorączce snajpera
cel swój starannie i długo namierzał
gdy kolejny okaz w kolekcji się pojawia
w szeregu dumnie swe pionki wystawia
szachownica swą wyjątkową wartością zachwyca
sentyment i dumę kolekcjonerowi przemyca
w domowym zaciszu nad kolekcją się pochylał
w pocie czoła jej fragmenty układał
danych i informacji zewsząd wyszukiwał
i z precyzją naukowca opisywałt
w pocie czoła jej fragmenty układał
danych i informacji zewsząd wyszukiwał
i z precyzją naukowca opisywałt
trofea czułą opieką i sentymentem otacza
każdemu szczególne miejsce w witrynie wskazuje
z śmiechem i skromnością mędrca zaznacza
że chętnie na nie zaoszczędzony grosz wydaje
że chętnie na nie zaoszczędzony grosz wydaje
życie bez błogiego zbieractwa byłoby możliwe
lecz kolekcjoner do takiej uwagi się nie kwapi
lecz kolekcjoner do takiej uwagi się nie kwapi
jest to zajęcie szczytne i historycznie troskliwe
istnieje też szansa, że jego piękno ten świat zbawi
czym byłoby życie kolekcjonera bez jego błogiego zajęcia
talią bez króla, krówką bez mleka, tygodniem bez niedzieli
księżycem nigdy w pełni, sportem bez rywalizacji i zacięcia
poświęć więc chwilę i pozdrów tych wiecznych marzycieli
księżycem nigdy w pełni, sportem bez rywalizacji i zacięcia
poświęć więc chwilę i pozdrów tych wiecznych marzycieli
sobota, 13 grudnia 2014
Pasja i dylemat Paszczaka
Jakiś czas temu miałem okazję wygłosić wykład oraz poprowadzić warsztaty dla dzieci poświęcone kolekcjonerstwu. Najmłodszej grupie odczytałem poniższy fragment, lubianej przez wiele dzieci, opowieści o Muminkach. Następnie dzieciaki miały za zadanie zastanowić się, co mógłby kolekcjonować Paszczak i narysować trzy propozycje nowej kolekcji. Pomysły dzieci były arcyciekawe, podobnie zresztą jak wykonanie. Kolejne pomysły, jak rozwijać kolekcjonerską świadomość u dzieci już wkrótce! Tymczasem zachęcam do przeczytania poprzedniego wpisu o kolekcjonerstwie wśród dzieci.
(...) Paszczak szedł z założonymi do tyłu rękoma i ze wzrokiem wbitym w ziemię. Muminek i Panna Migotka zgrabnie podjechali do niego z obu stron i jednocześnie zawołali: "Dzień dobry!"
- Ach! - krzyknął Paszczak. - Jakżeście mnie przestraszyli! Nie powinniście mnie tak zaskakiwać. Szkodzi mi to na serce.
- Ach, przepraszam - powiedziała Panna Migotka. - Czy wiesz, na czym jedziemy?
- Coś nadzwyczajnego! - powiedział Paszczak. - Ale tak się przyzwyczaiłem do tego, że robicie nadzwyczajne rzeczy, że nic mnie już nie zdziwi. Poza tym czuję się dziś bardzo nieswojo - dodał.
- Dlaczego? - spytała Panna Migotka ze współczuciem. - W taki piękny dzień?
Paszczak potrząsnął głową. - I tak nie zrozumielibyście mnie - powiedział.
- Postaramy się - powiedział Muminek. - Czy znowu zgubiłeś jakiś rzadki znaczek?
- Przeciwnie - odpowiedział Paszczak ponuro. - Mam wszystkie. Wszystkie, co do jednego. Mój zbiór znaczków jest skompletowany. Niczego w nim nie brak.
- No, więc? Czemu się smucisz? - powiedziała Panna Migotka chcąc dodać mu otuchy.
- Powiedziałem przecież, że nigdy mnie nie zrozumiecie - mruknął Paszczak.
Muminek i Panna Migotka spojrzeli na siebie zatroskani. Przyhamowali trochę swoje obłoczki, by nie drażnić Paszczaka, i jechali tuż za jego plecami. Szedł wciąż przed siebie, a oni czekali, aż powie, co mu leży na sercu.
- Ha! Beznadziejne to wszystko! - zawołał w końcu Paszczak. A po chwili dodał: - Co to wszystko warte? Możecie wziąć mój zbiór znaczków na makulaturę!
- Ach! - zawołała Panna Migotka przerażona. - Nie mów takich rzeczy! Twój zbiór znaczków jest najpiękniejszy na świecie!
- Otóż to właśnie - powiedział Paszczak z rozpaczą. - Jest skompletowany! Nie ma takiego znaczka na świecie z błędem czy bez, którego nie posiadałbym w swoim zbiorze. Ani jednego! Co teraz pocznę!
- Zdaje mi się, że zaczynam rozumieć - stwierdził Muminek po głębokim namyśle. - Nie jesteś już zbieraczem. Jesteś tylko posiadaczem, a to wcale nie jest równie przyjemne.
- Tak - rzekł Paszczak z ciężkim westchnieniem. Stanął odwracając się do nich pofałdowaną w smutku twarzą. - To wcale niewesołe!
- Kochany Paszczaku - odezwała się Panna Migotka gładząc go ostrożnie po łapce - mam myśl! Może byś zaczął zbierać coś zupełnie innego, coś całkiem nowego?
- To rzeczywiście dobry pomysł - przy-znał Paszczak. Twarz miał jednak wciąż jeszcze pofałdowaną, ponieważ uważał, że nie wypada robić rozradowanej miny tak zaraz po tak wielkim smutku.
- Może by na przykład motyle? - zaproponował Muminek.
- To niemożliwe - odpowiedział Paszczak i zasępił się. - Zbiera je mój kuzyn ze strony ojca, a ja go nie znoszę.
- A może zdjęcia gwiazd filmowych? - podsunęła mu myśl Panna Migotka.
Paszczak w odpowiedzi prychnął tylko z pogardą.
- Może klejnoty? - doradzała dalej Panna Migotka. - Taka kolekcja nigdy nie ma końca. - Eh! - odparł Paszczak z niechęcią. - No, to już doprawdy nie wiem co - westchnęła Panna Migotka.
- Wymyślimy coś dla ciebie - pocieszał go Muminek. - Mamusia z pewnością będzie wiedziała. - Ale, ale... czy nie widziałeś czasem Piżmowca?
- Śpi jeszcze - odpowiedział Paszczak z żalem w głosie. - Powiedział, że nie ma żadnej potrzeby wstawać tak wcześnie, i myślę, że miał rację.
Powiedziawszy to, Paszczak podjął swoją samotną wędrówkę. Muminek i Panna Migotka skierowali swoje obłoczki ponad wierzchołki drzew i kołysząc się lekko, szybowali w blasku słońca. Rozmyślali wciąż nad tym, co Paszczak mógłby zbierać.
- Może ślimaki? - zastanawiała się Panna Migotka.
- Albo może guziki od spodni? - powiedział Muminek (...)
Fragment pochodzi z książki pt. W Dolinie Muminków autorstwa Tove Jansson; przekład Irena Szuch-Wyszomirska. Więcej na temat kolekcjonerskiej pasji Paszczaka i Wiercipiętka w książce „Kometa nad Dolina Muminków” oraz „Pamiętniki Tatusia Muminka” autorstwa T. Jansson!
środa, 10 grudnia 2014
Srebrna łyżeczka do soli, Niemcy, 2010
Kilka dni temu zamówiłem łyżeczkę do soli wykonaną w Polsce w Gdańsku, choć wybite są na niej niemieckie punce (księżyc i korona) używane po 1886 roku i używane również współcześnie. Próba srebra to .800 – czyli najniższy i jednocześnie najpopularniejszy w Niemczech standard srebra. Łyżeczka dobrze się prezentuje a jakość wykonania jest zadowalająca, choć mogła by być lepiej dopracowana. Domniemane inicjały złotnika to MK.
poniedziałek, 24 listopada 2014
Przemyślenia kolekcjonera: Prywatne muzea i wirtualne kolekcje
Tysiące mniejszych bądź większych prywatnych kolekcji rozsianych po Polsce i świecie rzadko kiedy prezentowana jest szerszej publiczności. Większość z nich dociera wyłącznie do bliskiego kręgu kolekcjonera – rodziny i odwiedzających go znajomych. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, choć za najczęstszy problem można uznać skromny zbiór i niedostateczne warunki ekspozycyjne, w tym obawa przed potencjalnymi złodziejami. Współcześnie pewnym niskokosztowym rozwiązaniem jest wykorzystanie Internetu i stworzenie zbioru wirtualnego, gdzie pierwsze skrzypce grają zdjęcia i opisy eksponatów. Ta forma prezentacji niewątpliwie ogranicza pełne zmysłowe poznanie kolekcji jednak ma swoje niekwestionowane zalety, a mianowicie:
- umożliwia nieograniczony czas zwiedzania 24/7,
- ułatwia komunikację pomiędzy kolekcjonerami czy pasjonatami,
- stanowi często jedyną szansę zaistnienia kolekcji i kolekcjonera w zbiorowej świadomości,
- pozwala zwiększyć zasięg/popularność kolekcji, choć wiele zależy od środków finansowych na promocję, jakości kolekcji i formy ekspozycji oraz popularności dyscypliny kolekcjonerskiej,
- pozwala szybko dotrzeć i pogłębić wiedzę z zakresu danej kolekcji, choć wiele zależy od opisu kolekcji, eksponatów i jakość zdjęć,
- pozwala łatwo katalogować zbiory, dowolnie je segregować, odpowiednio otagowywać itp.,
- niskie koszty prezentacji kolekcji.
Od kolekcjonera i jego koncepcji zależeć będzie czy wybierze gotowe rozwiązanie w postaci serwisów umożliwiających prezentację wirtualnych kolekcji czy też zdecyduje się na krok zbudowania własnej strony internetowej umożliwiającej mu większą elastyczność i niezależność. Osobiście wybrałem to drugie rozwiązanie, choć potencjał rozwoju platform kolekcjonerskich oceniam jako duży i gdyby tylko odpowiadały mi warunki na nich panujące to zdecydowałbym się również na to rozwiązanie.
Technologia idzie do przodu, całkowite zwirtualizowanie własnej
domowej kolekcji jest kwestią czasu. Przedsmakiem możliwości
są stacjonarne muzea/galerie w wirtualnej ich odsłonie. Przykładem
niech będzie tu projekt google'a "Cultural Institute",
w którym to wiele instytucji kulturalnych oferuje zwiedzającym swoje
kolekcje. Można nie tylko zwiedzić galerię sztuki czy muzeum, ale
również poznać szczegóły każdego eksponatu z osobna – szczególnie
polecam dzieła oznaczone "Gigapixel", co oznacza bardzo dużą
elastyczność w skalowaniu danego dzieła i zobaczenia nawet najmniejszego paprocha
(vide obraz Konstantina Makovskiego pt. "A Boyar Wedding Feast"
(1883)
Specjalnych platform, na których można prezentować swoje zbiory jest niewiele. Na rynku polskim wyróżnić należy MyViMu, który to serwis umożliwia tworzenie własnych wirtualnych muzeów z podziałem na kolekcje. Mimo wielu funkcji, najważniejsza kwestia, a więc graficzna prezentacja eksponatów pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowanie lepiej pod tym kątem wypada pinterest, który również może być potraktowany przez kolekcjonerów jako alternatywne narzędzie prezentacji zbiorów, tym bardziej, że ma globalny i dużo większy zasięg niż lokalny MyViMu (według alexa.com 26 miejsce vs 564108 w rankingu światowym stron internetowych), choć pod kątem funkcjonalności jest uboższe niż MyViMu.
MyViMu próbuje zagospodarować ważną, w mojej ocenie, niszę, jednak obecny kształt serwisu wymaga poważnego przemyślenia. Kilka rzeczy może bowiem działać na użytkownika zniechęcająco. Po pierwsze, MyViMu umieszcza na każdym zdjęciu eksponatu własny znak wodny. Ponadto niektóre zapisy regulaminu są dość kuriozalne. Na przykład zabrania się "prowadzenia działań i publikacji treści mających na celu deprecjonowanie Serwisu oraz naruszanie dobrego imienia Właściciela Serwisu" – taki zapis ma niewątpliwie charakter uznaniowy i można zaryzykować, że wolność słowa kolekcjonerów jest ograniczana i że konstruktywna krytyka może skutkować usunięciem naszego zbioru z takiego serwisu. Nie podoba mi się również komercyjny zapis mówiący o tym, że zabrania się: "promowania za pośrednictwem Serwisu innych stron lub usług, bez zgody Właściciela Serwisu również rejestracji loginów w postaci adresu www" uznaję za krzywdzący dla osób mających tak jak ja swój własny blog. Czekam więc na pojawienie się atrakcyjnej alternatywy.
Koniec końców, wirtualna prezentacja zbiorów powinna stanowić dopełnienie fizycznej kolekcji, a nie ją zastępować. Brakuje w przestrzeni publicznej miejsca, w którym kolekcjonerzy różnych dziedzin mogliby wystawiać swoje kolekcje nie martwiąc się przy tym o ubezpieczenie swoich zbiorów i dając szansę innym na jej zobaczenia. Inicjatywa powinna mieć charakter oddolny i prywatny. Obawiam się jednak, że obecnie panująca biurokracja oraz wysokie podatki od nieruchomości dla firm skutecznie ją blokują. W tym przypadku zbiór umieszczony w Internecie to bardzo kuszące rozwiązanie.
sobota, 22 listopada 2014
Łyżeczka "miniaturka" do soli, Birmingham, Anglia 1884
W zimowe dni, źródła, w których zaopatruję się w nowe łyżeczki do soli, gwałtownie się kurczą i praktycznie ograniczają się do serwisów aukcyjnych. Są tygodnie, w których nie sposób trafić na coś interesującego, a w innych jest ich relatywnie sporo. Tak, jak wspomniałem wcześniej w poprzednim tygodniu udało mi się nabyć kilka ciekawych łyżeczek. Jedną z nich jest prosta w swojej konstrukcji angielska łyżeczka do soli, która powstała w Birmingham w roku 1884 w czasach wiktoriańskich. Łyżeczka ma długość 54 mm, natomiast czerpak średnicę 14 mm. Waga łyżeczki to tylko 2,2 grama - jest to najlżejsza łyżeczka w mojej kolekcji. Konstrukcja łyżeczki jest niezwykle prosta, czerpak jest idealnie okrągły, a trzonek wykonany jest z srebrnego drutu o średnicy ok. 2 mm zakończony kuleczką.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












