wtorek, 13 września 2016

Giełdy staroci, targi kolekcjonerskie, jarmarki i pchle targi w Krakowie


Giełda staroci to magiczne miejsce pełne różnorodnej obfitości. Zwycięża tu koncepcja, że każda rzecz może się przydać. Znajdziemy więc tu wszystkiego po trochu: stare zdjęcia, pocztówki, książki, sprężynki i koła zębate, ramki do zdjęć, porcelanowe figurki, przedmioty z odzysku, srebra, ebonitowe telefony, hełmy wojskowe, odznaczenia, zegary kominkowe, porcelanowe lalki, lornetki, solniczki, buty, swetry, meble, ramy i wszytko inne co nie zostało tu wymienione. Mieszają się tu rzeczy nowe ze starymi, oryginały z epoki z reprodukcjami. Odnalezienie czegoś dla siebie wymaga jednak sporo cierpliwości, szczęścia oraz odrobiny wiedzy i doświadczenia.


W Krakowie mają miejsce co najmniej pięć wartych odnotowania targów staroci. Najliczniej odwiedzaną giełdą jest targ staroci pod Halą Targową na Grzegórzkach. Hala targowa powstała w latach 1936–1940. Od poniedziałku do soboty na placu hali odbywa się handel produktami spożywczymi oraz ubraniami. Natomiast w każdą niedzielę wokół hali w godzinach porannych i południowych (6:00–14:00) odbywa się targ staroci. Każdej niedzieli pojawia się tu ponad 400 stoisk z czego zdecydowana większość to niewielkie kramiki ze starociami. Pod zadaszoną częścią można natomiast odnaleźć stoiska z książkami, czasopismami, chińszczyzną i innymi drobnymi przedmiotami. 


Tego samego dnia (niedziela, ale także sobota) w Krakowie ma miejsce kolejna giełda staroci. Odbywa się ona przy ul. Balickiej 56 równolegle z giełdą elektroniczną, która zajmuje znaczną część tzw. Centrum Giełdowo-Handlowego Balice. Wstęp dla wizytujących giełdę jest odpłatny i wynosi 2 zł od osoby. W inne dni plac staje się na kilka porannych godzin największą giełdą kwiatową w południowej części Polski. Powierzchnia handlowa jest tu wielokroć większa, aczkolwiek handlarzy starociami jest dużo mniej (ok. 30), ale za to ich stoiska są dużo bardziej rozległe. Dominują meble, lampy i wyroby z ceramiki i szkła. 

Poza tym w Krakowie odbywają się jeszcze dwa targi ze starociami – w sobotę na Placu Nowym (potocznie znanym również pod nazwą plac żydowski) między 8:00 a 14:00 na placu wokół okrąglaka (pawilon handlowy wybudowany w roku 1900) około 20 handlarzy wystawia swój towar na specjalnie do tego przeznaczonych metalowych stołach. Ponadto w każdy trzeci weekend miesiąca w pawilonie handlowym M1 w Krakowie ma miejsce Giełda Antyków i Staroci, gdzie pod zadaszeniem wystawia się kilkunastu handlarzy.


Koniecznie trzeba też wspomnieć o jarmarku staroci, który odbywa się cztery razy w roku (przez trzy dni) obok kościoła św. Wojciecha na Rynku Głównym w Krakowie. Jarmark funkcjonuje pod różnymi nazwami, m.in. targ kolekcjonerski i Europejskie Spotkania Kolekcjonerskie. Targi te odbywają się tu już od kilku lat, jednak ich popularność jest stosunkowo mała. Sprzedawcy narzekają na wysokie opłaty, słabą promocję wydarzenia, a kupujący na wysokie ceny, które mogą być jednak kuszące dla zagranicznych turystów. Pokłosiem wysokich opłat targowych jest nieliczna reprezentacja sprzedawców staroci i wyrobów rzemieślniczych – liczba oscyluje wokół 30 stoisk. Biorąc pod uwagę potencjał krakowskiego rynku jest to bardzo niewiele, tym bardziej, że targ mógłby być świetną wizytówką miasta, taką jak np. Jarmark Dominikański dla Gdańska.

Giełdy staroci odbywają się na okrągło i ulegają ciągłym przeobrażeniom, pojawiają się i znikają stoiska, ludzie, towary. Każda pora roku ma swoje uroki, dlatego poszukiwanie skarbów nigdy się nie nudzi, nawet jeśli przychodzimy do domu z pustymi rękami. Łączę pozdrowienia dla wszystkich łowców, a tych, którzy nie zarazili się jeszcze starociami, zachęcam do odwiedzania tych nietuzinkowych miejsc, aż do skutku!

wtorek, 9 sierpnia 2016

Motyw kwiatu róży na łyżeczkach do soli

Róża (rosa) to królowa kwiatów; znanych jest około 200 gatunków i wielokrotnie więcej odmian. Kwiaty róż to jedne z najczęściej spotykanych motywów na łyżeczkach do soli, ale też i innych sztućcach, głównie produkcji niemieckiej i angielskiej.


Czerpaki jak widać mają różne kształty - najczęściej spotykane są szufelki, tradycyjne łezki, rzadziej zaś muszelki czy liście. Z uwagi na to, że przedstawione powyżej łyżeczki pochodzą z manufaktur niemieckich, to na trzonkach dominują dwa gatunki róży: "Hildelsheimer Rose" i "Schwarze Rose"; występują tu próby 800, 835 oraz 925, a z rozpoznanych przeze mnie imienników: Christof Widmann i Albert Bodemer. Długość łyżeczek wynosi od 58-74 mm.

piątek, 17 czerwca 2016

Poszukiwanie skarbów pod Halą Targową w Krakowie

Towarzyszący poszukiwaniu skarbów dreszczyk podniecenia sprawia, że na targi staroci wybieram się chętnie, a wczesna pobudka nie stanowi problemu w myśl zasady: kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Niedziela jest wręcz wyczekiwana od poniedziałku. Specyfika targu polega na tym, że nigdy nie wiesz co uda się w tym tygodniu znaleźć... i im bardziej niepowtarzalne rzeczy szukamy, tym  silniejszy wewnętrzny przymus odwiedzania tego miejsca. A nuż coś interesującego nas ominie?

Szybkim i pewnym krokiem zbliżałem się do Hali Targowej w Krakowie. Głosy kupców stawały się donośniejsze, wciąż jednak stoiska były poza zasięgiem mojego wzroku. Ale nie byłem już sam, kilka osób dołączyło do mnie i bez słowa szliśmy ku wspólnemu celowi wypadu. Wkrótce pierwsze kramiki ze starociami pojawiły się na horyzoncie. Ludzie, widać było, byli w swoim żywiole, jedni gorączkowo biegli do swoich ulubionych kupców i zachłannie połykali oczami przedmioty wystawione na ich stołach i ceratach, inni zaś w skupieniu i metodycznie skanowali wzrokiem dostępne towary idąc tam i sam.


Najlepszą porą roku na zakupy jest wiosna i wczesne lato. Wraz z ociepleniem pojawiają się nowi sprzedawcy, jest też większa różnorodność, ponadto pojawiają się w sprzedaży cebulki kwiatów, bób czy truskawki. Pierwsi śmiałkowie pojawiają się tuż po godzinie 5:00 nad ranem. Pusty plac pod halą targową przeistacza się w plac manewrowy. Następuje rozładunek samochodów i już po kilkudziesięciu minutach pierwsze stoiska wypełnione są po brzegi przywiezionym towarem. Na większości panuje nieład, nierzadko wielowarstwowy, który jest pokłosiem potrzeby ograniczenia zajmowanego, bo odpłatnego, miejsca. 

Wschodzące coraz wyżej słońce powoli zmieniało oblicze ziemi. Rzeczy zyskiwały na wyrazistości, a ludzie zarówno kupujący, jak i sprzedający stawali się radośniejsi. To miejsce w pewien szczególny sposób jednoczyło, zasypywało podziały polityczne, a światopogląd przestawał odgrywać jakąkolwiek rolę. Dominował spajający wszystko handel. Powietrze wypełniały głosy negocjacji, pytań i odpowiedzi, a także rozmów o sprawach ważkich i nijakich. Różne były tu osobowości i temperamenty. Mieszały się języki i akcenty. Dominowali Polacy i Żydzi, ale było też sporo Ukraińców, trochę Czechów i turystów próbujących się dogadać ze sprzedającymi w języku niemieckim czy angielskim. Czasem pośredniczę w tych wielojęzycznych potyczkach, gdy słyszę, że bariera językowa nadto utrudnia porozumienie. W zamian można otrzymać różnie okazywaną wdzięczność – tradycyjne podziękowanie lub uśmiech, i to też było najczęstsze.


Tłum gęstniał, zapach tytoniu, ludzkich ciał dawał się coraz bardziej we znaki. Gwar opanował targ, wymiana zdań była coraz bardziej utrudniona, choć myśli wciąż napływały ostre i czytelne. W powietrzu czuć było rosnący duch rywalizacji. Przestrzeni ubywało. Przewagę odzyskiwali sprzedający, wstępowała w nich nadzieja i w negocjacjach byli mniej ustępliwi. Liczyli na wyższe ceny, póki napływ potencjalnych nabywców ich dóbr narastał. Gdy cena mnie nie satysfakcjonuje, pozwalam sprzedającemu przemyśleć sprawę i wracam do niego po godzinie czy dwóch. Pal licho, jeśli przedmiot został w międzyczasie sprzedany – godzę się bowiem na takie ryzyko. Jeśli jednak wciąż się poniewiera, to szansa na dobicie targu wyraźnie rośnie. Zasadniczo, im większy, cięższy i delikatniejszy przedmiot tym chętniej sprzedawca gotów jest się go pozbyć, ponieważ odpada wówczas ryzyko uszkodzenia i wymagająca logistyka. Czasami jednak sam daję za wygraną i wracam po przedmiot pogodzony z koniecznością zapłaty wyższej niż pierwotnie planowanej ceny.


Przed godziną 8:00 ostatnie nieliczne już wolne miejsca na targu zapełniały się maruderami. Sprzedawcy, którzy nie posiadali rezerwacji coraz liczniej okupowali przylegające do targu chodniki. To tam też najczęściej można spotkać Straż Miejską, która poucza i od czasu do czasu wystawia mandaty sprzedającym, którzy rozłożą swoje niewielkie kramiki w miejscu do tego nieprzeznaczonym.

Ukrop lał się z nieba, jednak dla młodego organizmu nie robiło to najmniejszego wrażenia. Kątem oka dostrzegałem leniwie płynące chmury a w oddali większe chmury z deszczowym potencjałem. Zauważył je również jeden z handlarzy, który ze spokojem oznajmił "przychodzi deszcz, wszystko zalewa i przechodzi". Oby jednak nie padało. Bo to właśnie deszcz przy otwartych na chmury stoiskach prowadzi do chaotycznego okrywania dobytku przez sprzedających. Jeśli deszcz wydaje się być przelotny lub ma charakter kapuśniaczka wówczas jest nadzieja, że wszystko wróci do normy. Jeśli nie, to humory wszystkich ulegają rychłemu pogorszeniu, handel zamiera i targ powoli się wyludnia. Co prawda pozostaje jeszcze niewielka część zadaszonej części targu, jednak tam staroci jest jak na lekarstwo – dominują stoiska z czasopismami, książkami, zabawkami i innymi drobnymi rzeczami.


Kolejna godzina spędzona na targu coraz dobitniej przypominała chaotyczną wędrówkę a wręcz błądzenie. Według planu wszystkie stoiska zostały już odwiedzone, jednak z tyłu głowy pojawia się uporczywa i nękająca myśl, że coś pominąłem, nie dostrzegłem. Bez świadomości tego, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy, łowów nie mógłbym określić za w pełni udane. Choć w takich miejscach wydaje się to nieuniknione, ponieważ powierzchnia handlowa kosztuje, co powoduje, że wiele stoisk jest zbita, przedmioty nawarstwiają się, przez co źle wyeksponowane utrudniają wizualną penetrację kupującym.

Nieraz już wracałem do domu z pustymi rękoma. I choć sama wędrówka jest wynagradzająca, to człowiek odczuwa niedosyt. Tego dnia nie udało mi się odkryć skarbu, którym można byłoby się pochwalić. Z doświadczenia wiem jednak, że cierpliwość jest największą cnotą kolekcjonera i prędzej czy później zawsze udaje się nabyć coś niezwykłego oraz historycznie i zabytkowo wartościowego. Dziś najwyraźniej los uśmiechnął się do kogoś innego – opuszczając targ usłyszałem zdanie wypowiedziane przez jednego z handlarzy. Oznajmił mniej lub bardziej żartobliwie, iż "strzyżenie krakowskich baranów uważa za udane"...

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Prezent doskonały – łyżeczki do soli od siostry

Kilka dni temu otrzymałem od mojej siostry wspaniały upominek, w którym znalazłem między innymi trzy łyżeczki do soli. Pochodzą one z różnych zakątków świata – Niemcy, Włochy i Anglia. Wszystkie trzy są urocze, aczkolwiek na szczególne wyróżnienie zasługuje łyżeczka pochodząca z Anglii (ta po prawej) z uwagi na jej rozmiar – to najmniejsza srebrna łyżeczka do przypraw, jaką mam w swojej kolekcji!


Łyżeczka pochodzi z Birmingham (Anglia) i została ocechowana w 1895 roku. Jej wytwórcą był Henry Manton (H.M), którego zakład złotniczy powstał w Birmingham w 1832 roku. Waga łyżeczki to 1,6 gram, długość łyżeczki to zaledwie 46 mm.


Trzonek wykonany z kręconego drutu zakończony kuleczką. Czerpak w formie muszli przegrzebka o szerokości 17,5 mm. Na czerpaku wybite są cechy i znaki probiercze. Lew (standard srebra o próbie 925 – sterling), kotwica wskazująca na miasto, w którym cechy na srebrze zostały wybite oraz datownik (rok 1895).

sobota, 21 maja 2016

Solniczka z łyżeczką - szkło kryształowe, 1930

Jakiś czas temu nabyłem komplet sześciu bezbarwnych solniczek i łyżeczek do soli. Dekoracyjne pojemniki na sól zostały wykonane ze szkła kryształowego, inaczej zwanego szkłem ołowiowym a to z powodu domieszki tlenku ołowiu w masie szklanej. Wyroby z tego szkła charakteryzują się wysokim współczynnikiem załamania światła i dużą gęstością. Miseczki na sól są owalne, szlifowane z ozdobną rozetą.


Solniczki z łyżeczkami zostały wykonane w latach ok. 1930 w kraju Sudetów (Sudetenland) w zakładzie pracy GHA. Na jednej z etykiet widnieje również napis "Sudetendeutsche Wertarbeit". Łyżeczka do soli ma długość całkowitą 60 mm, a średnica okrągłego czerpaka wynosi 15 mm. Spotkać można również zestawy wykonane z barwionego szkła.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Biżuteria z łyżek i łyżeczek

Wielokrotnie spotykałem się z twórczym wykorzystaniem starych srebrnych sztućców w różnych nietuzinkowych pracach typu "zrób to sam" (DIY). Najczęściej wykorzystywane są łyżeczki deserowe, do kawy, herbaty czy do konfitur. Chodzi oczywiście o rozmiar – mniejsze łatwiej jest kształtować, obrabiać i po prostu lepiej pasują do filigranowej biżuterii. Ozdobne trzonki wykorzystuje się m.in. do tworzenia pierścionków i bransoletek; natomiast czarki to świetna baza do naszyjników czy breloków. 


W przypadku łyżeczek do soli mają one zastosowanie także w wyrobie kolczyków i broszek. W zdecydowanej większości jest to współczesna twórczość wywodząca się z globalnej mody na "upcycling". Oczywiście, przekształcanie starych i bezużytecznych (dla danej osoby) rzeczy w coś ładnego i użytecznego nie jest nowym odkryciem, jednak długie lata względnego pokoju i wszędobylski konsumpcjonizm sprawiły, że "upcycling" uważany jest za dziwactwo i miłą odmianę względem masowości.


Dochodzimy wreszcie do gwoździa, a właściwie broszki programu, którą nabyłem na niedzielnym targu staroci od człowieka, który często jeździ do Szwecji po towar. Broszka wykonana jest z łyżeczki do soli i jak mniemam jej konwersja przypada na lata 30 i 40 XX wieku. Ciekawe są grawerunki: trzonek wieńczy korona a pod nią widnieje postać kobiety w tzw. podomce; na czarce natomiast wygrawerowano imię Mimmi. Niespotykane są ponadto malutkie pierścienie, po cztery z każdej strony. Sugeruje to, że łyżeczka mogła jednak być wykonana na zamówienie i według projektu z przeznaczeniem na prezent. 

Waga łyżeczki to 5,6 grama. Podstawowa cześć łyżeczki wykonana jest z blachy o grubości 0,75 mm; łyżeczka jest szeroka na 15 mm i długa na 57,5 mm. Na drugiej stronie trzonka widoczne są cechy na srebrze: imiennik KLS, trzy korony i litera "S" – szwedzki standard srebra 830, datownik "L8" odpowiednik roku 1937. 



piątek, 25 marca 2016

Wesołego Alleluja!

Przyjmijcie proszę życzenia zdrowych, spokojnych, pogodnych i wesołych Świąt Wielkanocnych! Niech Was Bóg błogosławi!


Lwów: Wydawnictwo kart. mal. polskich "Zorza", 1930 rok

sobota, 20 lutego 2016

Kolekcjonerska różnorodność

Zamiłowanie kolekcjonerskie wzmaga chęć wyjście poza pierwotnie ściśle założone ramy własnej kolekcji i pozwala usprawiedliwić jej dalszą ekspansję. Ta szczególna podatność kolekcjonerów na nowe bodźce powoduje, że zbiory ulegają przeobrażeniom i zróżnicowaniu. Tak było w moim przypadku.

Założenie kolekcjonowania łyżeczek do soli ze srebra nie wytrzymało próby czasu. Spotykane na drodze egzemplarze pięknych łyżeczek wykonanych z innych materiałów wywołało pragnienie zbudowania szerszej jej reprezentacji. Nikt zapewne nie zdziwi się tej ewolucji, gdy ujrzy zdjęcie, które odnalazłem na stronie jednego z amerykańskich antykwariatów. Oto i one:


Różnorodność w obrębie jednej kategorii potrafi szczerze zauroczyć i od pewnego czasu poszukuję łyżeczek do soli i innych przypraw wykonanych z różnorakich materiałów. Poza tymi wykonanymi ze srebra, wymienić należy: szkło, masa perłowa, ceramika, róg, kość, drewno czy mosiądz. Jeżeli macie jakieś malutkie łyżeczki (do ok. 7,5 cm długości), które jesteście gotowi oddać lub sprzedać, dajcie proszę znać (formularz kontaktowy znajduje się po prawej stronie)!

czwartek, 14 stycznia 2016

Łyżeczka do soli, sterling, wyrób współczesny, XXI wiek

Miałem wczoraj czas wolny, który postanowiłem spożytkować na odwiedzaniu sklepów i warsztatów w ścisłym centrum Krakowa. Wspólny mianownik to wyroby ze srebra i związane z tym usługi. Obok antykwariatów odwiedzałem też jubilerów, sklepy numizmatyczne, hurtownie złotnicze i punkty trudniące się sprzedażą przedmiotów ze srebra. Obok spraw własnych pytałem w tych miejscach o łyżeczki do soli.

I tak statystycznie najłatwiej jest je odnaleźć w sklepach z antykami, trudniej jednak o dobrą cenę. Sklepy numizmatyczne poległy, podobnie jak jubilerzy i małe sklepiki z wyrobami ze srebra. Łyżeczki co prawda są, ale nie do soli. Najczęściej dostępne są srebrne łyżeczki na prezent na chrzest dla dziecka. O tym skąd ten zwyczaj się wziął pisałem we wpisie pt. "Szczęśliwy ten kto ze srebrną łyżeczką w ustach urodzony". Długość tych łyżeczek oscyluje wokół niewiele ponad 10 cm a ich cena wynosi około 100–150 zł. To dużo biorąc pod uwagę zawartość kruszcu, jak i wartość artystyczną wyrobu. Niektóre mogą się jednak podobać.

Jedyną łyżeczkę, którą kupiłem tego dnia, zdobyłem w sklepie detalicznym prowadzonym przez Centrum Jubilerskie "Szafir". Piszę "zdobyłem", bo była to jedyna i ostatnia sztuka. Jej cena wyniosła po rabacie 35 zł. Zdaje się, że nie sprzedają ich wiele, bo innych wzorów zamówić nie można było.


Łyżeczka jest bardzo skromna, bez żadnych ozdób i w dodatku minimalnie niesymetryczna. Wykonana jest z jednego kawałka srebra próby 925 (sterling). Waży 2,9 grama, długość całkowita łyżeczki to 64 mm a szerokość czerpaka 13 mm. Na trzonku widnieje próba 925 wpisana w prostokąt oraz imiennik PS wpisany w romb. Obecnie nie jestem w stanie zidentyfikować wytwórcy.

niedziela, 20 grudnia 2015

Życzenia świąteczne z giełdą staroci w tle

Giełda staroci w Krakowie ulega ciągłym przeobrażeniom. Od początku grudnia zaczynają pojawiać się blaszane budki i stoiska z ozdobami świątecznymi, głównie lampkami choinkowymi, bombkami i wieńcami. Poza tym, na niemal co drugim kramie, można spotkać jakiś gwiazdkowy akcent. Jest to miła, kolorowa i refleksyjna odmiana nawet jeśli chodzi wyłącznie o handel. 

Dziś znów było trochę inaczej, gdyż dokonały się roszady stoisk. Pojawiły się baseny z pływającymi dorodnymi karpiami. Ludzie rzadko jednak życzyli sobie radosnych i rodzinnych świat - inicjatywa zazwyczaj należała do klientów i dopiero wówczas handlarze się ożywiali. Zapadł mi jednak w pamięci wesoła scena, w której to sprzedawca wziął do ręki dzwonek i zaczął nim dzwonić i głośno wołać "koniec zwiedzania, czas kupowania!". Słowa te wprawiły mnie w dobry humor i dopiero wówczas coś niecoś kupiłem, choć nie na stoisku tego pana. 

Korzystając z okazji chciałbym  Wam życzyć, abyście te święta spędzili wolni od trosk, w rodzinnej i radosnej atmosferze. A w nadchodzącym nowym roku 2016 życzę Wam poza zdrowiem, radością i szczęściem, dużo wolnego czasu na rozwój pasji i samych trafnych decyzji!


środa, 25 listopada 2015

Masywna, ale wciąż mała łyżeczka do soli, Włochy

Małą, aczkolwiek masywną łyżeczkę do soli udało mi się nabyć kilka dni temu w Krakowie. To co widzicie na zdjęciach, to najprawdopodobniej włoska robota. Próba srebra 800 wpisana w prostokąt typowa dla Włoch wybita na na zaokrąglonej czarce. Brak jest innych znaków, tak więc identyfikacja złotnika jest niezwykle trudna. Punca została wybita pomiędzy 1872 a 1933.


Na uchwycie łyżeczki znajduje się wygrawerowany motyw florystyczny, zdaje się, że jakiś rodzaj pnącza. Łyżeczka ma całkowitą długość 69 mm. Szerokość czerpaka wynosi natomiast 15 mm. Łyżeczka jest masywna - waży 6,5 grama.

sobota, 21 listopada 2015

Łyżeczka do soli AB Nils-Johan, Szwecja, lata 70

Zdarza się, że z jakiegoś konkretnego powodu kupię łyżeczkę do soli wykonaną z innego materiału niż srebro. Mam zatem w kolekcji łyżeczki wykonane z rogu, kości, masy perłowej czy drewna. Jest też kilka platerowanych i o właśnie takiej traktować będzie ten wpis. 


Łyżeczka sygnowana Nils-Johan i ALP ew. PR. NS. ALP. z drugiej strony, to jedna z tych najczęściej spotykanych łyżeczek do soli. Można ją spotkać na internetowych tablicach ogłoszeniowych, pchlich targach, targach staroci czy w serwisach aukcyjnych. Łyżeczka została wyprodukowana przez firmę A.B. Nils-Johan w Sztokholmie, Szwecji. Logotypem tej firmy jest hełm rycerza, który jest zarejestrowanym znakiem towarowym (szw. inreg varumarke). Firma działa od lat 50. XX wieku pod tą nazwą. Wcześniej, bo od 1888 roku działała pod nawą Nilsson & Johansson i również zajmowała się produkcją platerowanej zastawy stołowej, w tym sztućców.


Trzonek łyżeczki jest przyozdobiony motywami kwiatowymi (wzór "Amsterdam"), natomiast na czerpaku widać logo oraz nazwę firmy Nils-Johan. Łyżeczka ma całkowitą długość 57 mm. Szerokość szufelkowego  czerpaka wynosi natomiast 14 mm. Waga łyżeczki to raptem 3 gramy. Poniżej motyw "Amsterdam" w całej okazałości, który wykorzystywany jest również na innych sztućcach tej firmy.

czwartek, 19 listopada 2015

Solniczka i łyżeczka do soli, ZSRR, lata 60., 70. i 80.

Oto relatywnie najczęściej spotykany model otwartej solniczki i łyżeczki do soli w naszym kraju. Komplety te były produkowane w latach 60., 70. i 80. poprzedniego stulecia w miasteczku Mstjora (Rosja). Był to towar eksportowy, który trafiał m.in. do Polski i innych okupowanych przez sowietów państw. Komplet wykonany jest ze stopu metali nieszlachetnych, tzw. melchioru i elektrolitycznie posrebrzany. Solniczka jest oksydowana (sztuczna patyna), przez co wymaga umiejętnego czyszczenia.

Na platerowanym korpusie okrągłej solniczki dominują motywy roślinne - kwiaty i owoce. Naczynie opiera się na trzech wywiniętych nóżkach. Łyżeczka zdobiona jest również roślinnymi motywami. Jej długość wynosi ok. 75 mm, a waga ok. 6,5 grama. Łyżeczki nieznacznie różnią się od siebie w zależności od roku produkcji zarówno rozmiarowo, jak i w stosowanym motywie. Czerpak łyżeczki jest pozłacany.


Przedmioty sygnowanie: ЮММЕТ, gdzie "ЮМ" to nazwa spółdzielni (Jubilerzy z Mstjory, ang. Mstera Jewellers), a MET informuje, że przedmiot nie jest wykonany ze srebra a stopu metalu: miedzi i niklu z ewentualną niewielką domieszką żelaza (standard radziecki). Przed sygnaturą ЮММЕТ lub między ЮМ a МЕТ można najczęściej odnaleźć cyfrę (0–9), która odpowiada za dokładny rok produkcji w odniesieniu do odpowiednio lat 70. i 60. XX wieku. W moim przypadku łyżeczki sygnowane są następująco: 1ЮММЕТ i 0ЮММЕТ, co oznacza, że łyżeczki pochodzą odpowiednio z 1971 i 1970 roku. Można również spotkać łyżeczki, w których w miejscu owalu na uchwycie wpisana jest pierwotna cena w kopiejkach.


Frazy dla szukających oznaczeń: OIMMET, 0IMMET, 1IMMET, 2IMMET, 3IMMET, 4IMMET, 5IMMET, 6IMMET, 7IMMET, 8IMMET, 9IMMET, OOIMMET, 101MMET, 201MMET, 301MMET, 401MMET, 501MMET, 601MMET, 701MMET, 801MMET, 901MMET, 001MMET, 010MMET, 011MMET, 013MMET, 014MMET, 015MMET, 016MMET, 017MMET, 018MMET, 019MMET, OI1MMET, OI2MMET, OI3MMET, OI4MMET, OI5MMET, OI6MMET, OI7MMET, OI8MMET, OI9MMET, OI0MMET, OIMMET, IOM-MET, JOMMET

czwartek, 8 października 2015

Ankieta: Ochrona i upowszechnianie prywatnych kolekcji

Zgodnie z życzeniem Pani Bernadetty Czapskiej zapraszam do wypełnienia ankiety pt. "Ochrona i upowszechnianie prywatnych kolekcji".  Jak pisze w liście inicjatorka badania: "głównym założeniem ankiety jest wysondowanie potrzeb środowiska kolekcjonerskiego w kwestii zabezpieczania i propagowania prywatnych kolekcji". Ankieta składa się z 15 pytań, ma charakter przekrojowy i jest anonimowa. Raport z ankiety ma zostać udostępniony w listopadzie bieżącego roku.


AKTUALIZACJA: Wyniki ankiety dostępne są pod łączem: http://www.kolekcjonerstwo.pl/images/Ankieta_raport_.pdf

środa, 7 października 2015

Problematyka klasyfikacji kolekcji

Próba usystematyzowania zbiorów kolekcjonerskich z zasady musi zakończyć się niepowodzeniem. Ma na to wpływ czynnik ludzki, który powoduje, że kolekcje mogą być bardzo zróżnicowane a klucz podziału dowolny i trudny do jednoznacznego określenia. Niepraktycznym byłoby tworzenie zbyt szerokich, jak i zbyt wąskich kategorii kolekcji, gdyż liczba klas oscylowałaby od zaledwie kilku do nawet dziesiątków tysięcy.

Zarówno klasyfikacja oparta o powszechnie przyjęte nazewnictwo przedmiotów (np. klucze, łyżeczki, krzesła), jak i sztuczne twory nie spełnia swojej porządkującej roli, dlatego najczęściej wykorzystywanym kryterium identyfikacji kategorii kolekcjonerskich jest popularność danej dziedziny kolekcjonerstwa. Ma ona tę zaletę, że można dowolnie ograniczać liczbę klas poprzez odcinanie ogona tzn. mniej popularnych dziedzin kolekcjonerstwa. Wadą takiego podejścia jest natomiast brak stałości. Innymi słowy przychodzące i odchodzące mody w kolekcjonerstwie będą zaburzać wyniki badań rozłożonych w czasie. Z punktu widzenia praktyki jest to jednak jedyne rozsądne rozwiązanie umożliwiające tworzenie w miarę przejrzystych katalogów kolekcji.


Osobnym zagadnieniem jest badanie popularności dziedzin kolekcjonerstwa, w oparciu którego można dokonać klasyfikacji zbiorów kolekcjonerskich. Nie spotkałem się póki co z globalnym podejściem do tematu, wiele jest za to badań krajowych – realizowanych głównie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemczech.

W Polsce próbę taką podjął Ryszard Kruk – kolekcjoner pocztówek – na swojej stronie internetowej. W jego badaniu wzięło udział 1413 kolekcjonerów, którzy mieli odpowiedzieć na pytanie co zbierają. Oto wyniki:

Pocztówki 331
Varia 125
Znaczki 117
Książki i Czasopisma 115
Monety i Medale 114
Karty telefoniczne 108
Birofilia 105
Odznaki 104
Bilety 99
Etykiety 74
Banknoty 70
Dokumenty 66
Kalendarze 59
Mapy 46
Opakowania i Naklejki 46
Militaria 42
Sport 42
Fotografie 41
Podstawki piwne 36
Papiery wartościowe 34
Porcelana 34
Obrazy 31
Butelki 26
Plakaty 24
Długopisy 21
Zegary 21
Karty do gry 20
Listy 20
Kubki 18
Zabytki techniki 17
Dewocjonalia 16
Kinder niespodzianki 15
Minerały 14
Radio i TV 14
Rzeźby 13
Biżuteria 11
Filumenistyka 11
Grafika 10
Breloki 9
Meble 9
Smycze 9
Srebra i platery 9
Zabawki 8
Muzyka i nuty 7
Rysunki 7
Judaika 6
Szkło i Witraże 6
Żelazka 6
Cyrkowe pamiątki 5
Klucze 4
Lampy 4
Tablice rejestracyjne 4
Ikony 3
Pióra wieczne 2
Serwetki papierowe 2
Wizytówki 1
Suma wskazań 2211

Z powyższej tabeli wynika, że badacz ograniczył ilość dziedzin kolekcjonerskich do 54 stąd też kategoria "varia" (pozostałe) znalazła się na drugim miejscu w rankingu. W kategorii tej znalazło się wszystko inne, co nie dało się przyporządkować do z góry ustalonych klas, a więc m.in.: zapalniczki gabinetowe, zabawki z Happy Meal, przedmioty z motywem sowy, magnesy kolekcjonerskie, młynki do kawy, dodatki do chipsów, torebki balowe, pieski z kiwającymi głowami, opakowania po budyniach, samochody i motocykle zabytkowe, zakładki do książek i wiele innych.

A na koniec jeszcze propozycja stu najczęściej spotykanych przeze mnie kategorii kolekcjonerskich w Polsce i na świecie uporządkowana alfabetycznie:

Autografy Metki odzieżowe
Banknoty Militaria
Baterie Minerały i skamieliny
Bilety Modele samochodów
Birofilia Muszle
Biżuteria Muzyka
Breloki Naklejki od owoców
Butelki Naparstki
Chusteczki Obrazy
Chusty Odbiorniki radiowe
Cukier Odbiorniki telewizyjne
Cyrkowe pamiątki Odznaki i naszywki
Czapki Opakowania
Czekolada Otwieracze do butelek
Dewocjonalia Pamiątki wydarzeń
Długopisy i ołówki Papiery wartościowe
Dokumenty Pióra wieczne
Etykiety od artykułów spożywczych Plakaty
Figurki Pocztówki
Filumenistyka Podstawki do napojów
Fotografie Porcelana
Gadżety reklamowe Przedmioty bakelitowe
Grafika Przypinki
Gry planszowe Puszki
Gumy do żucia Puzderka i szkatułki
Guziki Ramki do zdjęć
Herbata Rysunki
Instrumenty Rzeźby
Kaktusy Serwetki papierowe
Kalendarze Skarpety
Kapsle i porcelanki Smycze
Karty do gry Solniczki
Karty płatnicze Sport
Karty telefoniczne Srebra i platery
Katalogi firmowe Szkło i Witraże
Kinder niespodzianki Szyszki
Klocki Lego Tablice rejestracyjne
Klucze Temperówki
Korkociągi Torebki
Kości go gry Trafika
Kryształy Ulotki
Książki i czasopisma Vlepki
Kubki Wizytówki
Kufle i szklanki Zabawki
Lampy Zakrętki
Listy Zapalniczki
Mapy i plany Zapałki
Maszyny do pisania Zegary i zegarki
Meble Znaczki
Medale i odznaczenia Żelazka

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Targ staroci na Rynku Głównym w Krakowie

Przez trzy ostatnie dni, czyli od piątku 21 do niedzieli 23 sierpnia miały miejsce w Krakowie na Rynku Głównym targi kolekcjonerskie. Targi te odbywają się tylko trzy razy w roku, w miesiącach lipiec, sierpień i wrzesień. Miasto udostępnia stoły i parasole. Patrząc na niewielką frekwencję sprzedawców pobierane opłaty są za wysokie; wynoszą dziennie 150 zł za stół i dodatkowe 100 zł za parasol. Pogoda w tym miesiącu dopisała, dużo było również odwiedzających.

Stoisk było około 40 i na większości z nich wystawione były starocie, na kilku zaś biżuteria i inne współczesne, ręcznie wykonywane przedmioty. Na dwóch stoiskach odnalazłem łyżeczki do soli. Niestety, większość z nich była platerowana srebrem. Z ciekawostek podam, że do kupienia była łyżeczka wykonana z kości w cenie 30 zł oraz para dobrze zachowanych łyżeczek WMF (srebrzenie 90) w cenie 70 zł. Były też relatywnie często spotykane łyżeczki radzieckie oraz szwedzkie łyżeczki "Nils Johan" (wzór Amsterdam) z oznaczeniem ALP, czyli alpaka (posrebrzany stop nieszlachetnego metalu) za 50 zł para. Czy odnajdziecie je na poniższym zdjęciu?


Łyżeczek do soli żadnych nie kupiłem, aczkolwiek zamierzam przyjść tu także za miesiąc. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy uda się na coś ciekawego natrafić.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Łyżeczki do soli – Carl Fabergé?

Dwa dni temu zakończyła się licytacja pary łyżeczek do soli. Najwyższa oferta kupna wyniosła 350 zł. Opis przedmiotu wskazuje, że łyżeczki zostały wykonane w pracowni należącej do słynnego jubilera Karola Faberge (Peter Carl Fabergé). Osobiście mam spore wątpliwości co do oryginalności łyżeczek. Dyskusyjna jest jakość ich wykonania. Poza tym znaki na srebrze są niepełne. Widoczna jest wybita próba oraz znak wytwórcy, brakuje natomiast znaku miasta oraz znaku urzędu probierczego. Poniżej zrzut ekranu omawianej aukcji.


Oryginalne wyroby wykonane przez Karola Faberge rzadko pojawiają się na rynku. Bardzo wysokie ceny tych przedmiotów sprawiają, że ich podrabianie jest opłacalne. Szacuje się, że ponad 90% tego co jest na rynku to falsyfikaty. Bez znajomości tematu oraz możliwości zobaczenia i dotknięcia przedmiotu z bliska popełnienie kosztownego błędu jest bardzo prawdopodobne.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Anatomia łyżki i łyżeczki

Do tej pory w opisach poszczególnych łyżeczek do soli używałem uproszczonej charakterystyki budowy łyżki, co czasami rodziło nieścisłości. Aby móc wyrażać się bardziej precyzyjnie i jednocześnie zrozumiale dla czytelnika prześledźmy poszczególne elementy łyżki i ich nazewnictwo.

Budowa łyżki oraz łyżeczki

Łyżka zbudowana jest zasadniczo z dwóch części – czerpaka oraz rączki. Można natomiast przyjąć, że składowymi czerpaka są:
  • wierzchołek (czubek) czerpaka,
  • miseczka,
  • uskok.
Natomiast rączka zbudowana jest z takich elementów jak:
  • ramiona,
  • trzonek,
  • uchwyt,
  • zwieńczenie rączki.

piątek, 7 sierpnia 2015

Łyżeczka do soli, lew Św. Marka, Włochy, 1910/1920

Poniżej przykład bardzo interesującej łyżeczki do soli pochodzącej z Włoch. Jest to tzw. łyżeczka kolekcjonerska, a więc upamiętniająca wizytę w określonym miejscu, w tym przypadku chodzi najprawdopodobniej o Bazylikę Św. Marka w Wenecji lub samą Wenecję. Łyżeczka pochodzi z lat 1910 lub wczesnych lat 20. XX wieku. Próba srebra 800, typowa dla Włoch, wybita została w owalu na czerpaku łyżeczki. Brak znaków wytwórcy.


Jak widać, trzonek został wykonany z okręcanego srebrnego drutu, który zwieńczony jest skrzydlatym lwem z aureolą, który jest obecnie symbolem ewangelisty Św. Marka i jednocześnie herbem Wenecji. W czasie pokoju lew przedstawiony jest z otwartą księgą ze słowami: "Pax tibi Marce, evangelista meus" (Pokój z tobą Marku, mój ewangelisto). Według Pisma Świętego lew symbolizuje Chrystusa zmartwychwstałego, zwycięzcę zła i śmierci. "I mówi do mnie jeden ze Starców: Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, tak że otworzy księgę i siedem jej pieczęci" (Ap 5, 5). 


Łyżeczka waży 5,3 grama, a jej długość to 80 mm. Szerokość czerpaka wynosi natomiast 16 mm.

środa, 5 sierpnia 2015

Zarozumiała łyżeczka – bajka mojego dzieciństwa

Mała srebrna łyżeczka to główna bohaterka bajki autorstwa Elżbiety Szeptyńskiej pt. „Zarozumiała łyżeczka”. Pierwsze wydanie tej broszurkowej książeczki ukazało się w Warszawie w 1985 nakładem Instytutu Wydawniczego "Nasza Księgarnia". Książka pochodzi z bardzo poczytnej serii "Poczytaj mi mamo" a ilustrował ją Edward Lutczyn.



Bajka opowiada o pewnej bardzo zarozumiałej łyżeczce na specjalne okazje (czyżby była to łyżeczka do soli?), która poznaje swoich krewnych – inne łyżki. W ten sposób dowiaduje się, że nie jest jedyną łyżką na świecie i że każdy członek jej rodziny jest w pewien sposób wyjątkowy.  Historia rozpoczyna się tak:
Do szuflady kuchennego kredensu, nie wiadomo jak i skąd, przywędrowała malutka, srebrna łyżeczka. Przyjęto ją życzliwie, ale ona nie potrafiła żyć w przyjaźni.
— Posuńcie się! Nie dotykajcie mnie! Porysujecie mi boczki! – piszczała cienko i przeraźliwie. 
— Jestem cała srebrna, a nie taka zwyczajna jak wy! Jestem łyżeczką na specjalne okazje!
W dalszej części historii łyżeczka poznaje nóż do obierania owoców, który uświadamia jej, że pochodzi:
z bardzo starej i szanowanej rodziny. (...) Łyżeczka była bardzo ciekawa, jaka jest jej rodzina, obiecała więc, że nie zrobi nic, co mogłoby komuś sprawić przykrość, i po chwili wędrowała wraz z nożykiem do drewnianego pudełka z przegródkami, w którym drzemały jej starsze siostry - łyżki stołowe.


I tak na swojej drodze spotyka wiele życzliwości ze strony swojej rodziny, m.in. łyżek cedzakowych, wazowych i warząchwi. Z każdym nowym spotkaniem łyżeczka coraz lepiej rozumie świat, staje się bardziej układna i grzeczna.